Trzy tygodnie po pogrzebie dziadka spotkaliśmy się u notariusza. Ciotka Teresa przyszła pierwsza, w ciemnym płaszczu, chociaż na dworze było już ciepło. Kuzyn Paweł siedział przy oknie i co chwilę zerkał na telefon. Ja trzymałam na kolanach płócienną torbę, w której miałam akt zgonu dziadka i kilka rachunków z zakładu pogrzebowego, bo wcześniej pomagałam mamie to wszystko porządkować.

Notariusz czytał spokojnie. Dziadek zostawił niewiele: trochę pieniędzy na koncie, starego fiata, którego od dwóch lat nie odpalał, oraz rzeczy osobiste. Działka ROD nie była jego własnością w takim sensie jak mieszkanie, ale miał prawo do altanki i nasadzeń. Rodzina od dawna zakładała, że tym zajmie się ciotka Teresa.
Na końcu notariusz spojrzał na mnie.
— Dla pani dziadek wskazał drewnianą skrzynkę znajdującą się w piwnicy jego bloku.
Paweł parsknął śmiechem.
— Tę po jabłkach? No to się dziadek wykosztował.
Ciotka szturchnęła go łokciem, ale sama się uśmiechnęła. Nic nie powiedziałam. Znałam tę skrzynkę. Jesienią dziadek stawiał ją na działce pod antonówką i zbierał do niej jabłka. Miała pęknięty bok, dwie deski były ciemniejsze od reszty. Potem znosił ją do piwnicy, gdzie pachniało ziemniakami, kurzem i mokrym betonem.
Od dziecka spędzałam z nim na działce dużo czasu. Nie dlatego, że byłam szczególnie pracowita. Po prostu lubiłam tam jeździć. Dziadek nie zadawał zbędnych pytań. Jeśli miałam kłopot na studiach albo pokłóciłam się z chłopakiem, dawał mi motykę i mówił, żebym przepieliła grządki przy porzeczkach.
W ostatnich dwóch latach, kiedy chodził już wolniej, przyjeżdżałam częściej. Woziłam mu wodę z głównej alejki, przycinałam pomidory, malowałam zielone drzwi altanki. Czasem siedzieliśmy przy stole przykrytym ceratą i piliśmy herbatę z dwóch różnych kubków. Dziadek zapisywał coś wtedy w starym zeszycie w kratkę. Myślałam, że notuje terminy oprysków albo wydatki na działkę.
Do piwnicy poszłam dwa dni po wizycie u notariusza. Klucz od mieszkania dziadka wciąż miałam przy swoim pęku. Na klatce schodowej spotkałam panią Wandę z drugiego piętra.
— Znowu porządki? — zapytała.
— Jeszcze trochę zostało.
Pokiwała głową.
— Twój dziadek wszystko odkładał. Nawet sznurki prostował i zwijał.
Skrzynka stała za słoikami i pustą torbą po nawozie. Wzięłam ją pod pachę i zaniosłam do mieszkania. Postawiłam na kuchennym stole, gdzie jeszcze niedawno dziadek kroił chleb grubym nożem z drewnianą rączką.
Dopiero wtedy zauważyłam, że jedna z dolnych desek rusza się bardziej niż pamiętałam.
Podważyłam ją końcem łyżeczki. Nie wyszła od razu. Dziadek przybił ją dwoma krótkimi gwoździami, ale jeden był już luźny. Pod deską leżał mały klucz owinięty w papier oraz kartka z odręcznie narysowanym planem działki.
Na dole było napisane: „Przy beczce. Pod trzecią płytą. Weź zeszyt.”
Usiadłam przy stole. W kuchni było cicho, tylko lodówka włączała się co kilka minut. Zadzwoniłam do ciotki Teresy.
— Znalazłam coś w tej skrzynce.
— Co?
— Klucz i mapę działki.
Przez chwilę nic nie mówiła.
— Pewnie jakieś jego stare rzeczy. Nie rozkopuj tam połowy ogródka, dobrze? Prezes działek już do mnie dzwonił w sprawie przepisania prawa do działki.
To „do mnie” zabrzmiało tak, jakby wszystko było już ustalone.
Następnego ranka pojechałam na ROD. Prezes, pan Mirek, siedział przed biurem w kamizelce i czyścił okulary chusteczką.
— Wiedziałem, że przyjdziesz — powiedział.
— Dziadek coś panu mówił?
— Mówił różne rzeczy. Najczęściej o ślimakach.
Uśmiechnął się, ale potem spoważniał.
— Kazał mi tylko dopilnować, żeby po jego śmierci nikt od razu nie opróżniał altanki.
Poszliśmy razem alejką. Na działce wszystko wyglądało tak samo: stara beczka na deszczówkę, krzak agrestu, ławka z odpadającą farbą. Pod trzecią betonową płytą przy beczce ziemia była miększa. Odsunęłam płytę i znalazłam słoik po ogórkach, zakręcony metalową pokrywką i owinięty reklamówką.
W środku nie było pieniędzy. Był klucz do szafki w altance i złożona kartka: „Najpierw przeczytaj zeszyt.”
Zeszyt leżał w dolnej szufladzie pod obrusem. Ten sam, który widywałam tyle razy. Na początku rzeczywiście były notatki o pomidorach, nawozie i opłatach za prąd. Potem zaczynały się daty i krótkie zdania.
„12 maja — Ania przyjechała po pracy, naprawiła zawias.”
„19 maja — Ania. Kawa. Posadziliśmy fasolę.”
„2 czerwca — Paweł zadzwonił. Nie przyjedzie.”
„14 lipca — Teresa miała być, nie było jej.”
Takich wpisów były dziesiątki. Bez pretensji, bez ocen. Tylko daty.
Na końcu znalazłam kopertę z adresem kancelarii notarialnej i numerem repertorium. Pojechałam tam jeszcze tego samego dnia. Notariusz odszukał dokumenty i wyjaśnił, że kilka miesięcy wcześniej dziadek sporządził drugi testament, późniejszy od tego, który rodzina znała.
Zapisał mi oszczędności, które trzymał na osobnym koncie, oraz rzeczy związane z działką. Nie była to fortuna. Wystarczyłoby może na wkład do małego mieszkania albo kilka lat spokojnego odkładania. Ważniejsze było to, że dziadek zostawił krótkie uzasadnienie.
„Ani zostawiam to, co odłożyłem, bo przez ostatnie lata była przy mnie bez umawiania się na spadek.”
Kiedy powiedziałam o wszystkim rodzinie, spotkaliśmy się u ciotki Teresy przy niedzielnym obiedzie. Rosół stał jeszcze na stole. Paweł odsunął talerz.
— Czyli wiedziałaś?
— O czym?
— Że dziadek ci coś zostawi.
— Gdybym wiedziała, nie przyszłabym do was ze skrzynką pod pachą.
Ciotka długo składała serwetkę na pół i znowu ją rozkładała.
— Ojciec zawsze miał swoje pomysły.
— Miał też zeszyt — powiedziałam.
Nie chciałam go wyciągać, ale Paweł poprosił, żeby zobaczyć. Przeczytał kilka stron, potem oddał mi go bez słowa. Ciotka spojrzała na datę sprzed Bożego Narodzenia, kiedy dziadek czekał na nią cały dzień z sernikiem.
— Miałam wtedy dużo pracy — powiedziała cicho.
Nikt jej nie odpowiedział.
Kilka miesięcy później, po załatwieniu formalności w zarządzie ROD, działka została przy mnie. Pan Mirek pomógł mi z dokumentami. Skrzynkę po jabłkach zabrałam z piwnicy i postawiłam znowu pod antonówką. Nie naprawiłam luźnej deski. Została taka, jaką zostawił dziadek.
Jesienią zebrałam do niej pierwsze jabłka. Na stole w altance stał ten sam słoik po ogórkach, już pusty, a obok zeszyt w kratkę. Dopisałam tylko jedną rzecz pod ostatnią stroną dziadka.
„28 września — jabłka zebrane. Skrzynka nadal służy.”

