Miałem sześćdziesiąt trzy lata i myślałem, że w życiu widziałem już wszystko, kiedy moja szefowa pewnego czwartkowego wieczoru nagle przestała mówić i po prostu wpatrywała się w okno wzrokiem, jakiego u niej nigdy wcześniej nie widziałem. To nie było zmęczenie ani zniecierpliwienie. Coś znacznie głębszego. Coś, co sprawiło, że zrobiło mi się zimno, mimo że ogrzewanie w sali konferencyjnej ustawione było na osiemnaście stopni.

Mogłem wtedy wyjść. Mogłem wziąć płaszcz, powiedzieć dobranoc i zamknąć za sobą drzwi, jak każdego innego wieczoru przez ostatnie cztery lata. Ale coś mnie powstrzymało. Może wiek, może głupota, a może po prostu to, co powiedział mi kiedyś ojciec, na długo zanim zrozumiałem, co to znaczy.
„Kiedy ktoś milczy, słuchaj. Czasami milczenie jest głośniejsze niż jakiekolwiek słowa.


