Rodzinny obiad spadkowy w podwarszawskim Konstancinie-Jeziornie miał być symbolicznym przekazaniem władzy. Zakończył się dramatycznym upadkiem imperium wartego 300 milionów złotych, bankructwem rodzinnej firmy i eksmisją jej właścicieli.
Maja Kowalska, 35-letnia inżynier oprogramowania, która przez pięć lat poświęciła własną karierę, aby ratować zdrowie rodziców i finanse rodzinnego przedsiębiorstwa, obserwowała wczoraj wieczorem, jak jej ojciec publicznie ogłasza, że cały majątek – akcje firmy, nieruchomości i konta inwestycyjne – przekazuje jej młodszemu bratu Pawłowi.
Ten powrócił do domu zaledwie cztery tygodnie temu po ponad rocznym, sądowo nakazanym odwyku od opioidów.
Zgodnie z relacją Maji, którą opublikowała na swoim kanale, gdy ojciec wzniósł toast za „przyszłość firmy”, a matka skinęła głową, dodając, że Paweł „zasługuje na to bardziej niż ty kiedykolwiek”, córka wstała od stołu.
Nie powiedziała ani słowa. Podeszła do ojca i położyła przed nim cztery przedmioty: pełnomocnictwa medyczne i finansowe podpisane przez rodziców w szpitalu, klucze do willi i sejfu oraz zapieczętowaną czerwoną pieczęcią notarialną kopertę.
Następnie odwróciła się i ruszyła do wyjścia.
Ojciec, przekonany, że to pożegnalny list, rozerwał kopertę na oczach dwudziestu zgromadzonych krewnych. Po przeczytaniu pierwszej linijki osunął się na krzesło, a kieliszek wyślizgnął mu się z dłoni.
„To szaleństwo!” – ryknął.
Dokument, który odczytał na głos, ujawnił, że osiemnaście miesięcy wcześniej, gdy był w śpiączce, a jego żona przechodziła chemioterapię, Maja, działając na podstawie ważnych pełnomocnictw, przekazała 98 procent akcji firmy do nieodwołalnego funduszu powierniczego.
Jedynym powiernikiem została warszawska prawniczka Ada Sadowska. Klauzula zamrażająca aktywa weszła w życie z chwilą otwarcia koperty, a wszystkie konta firmowe zostały zablokowane.
To był dopiero początek serii ciosów.
W tym samym czasie na telefony członków zarządu zaczęły spływać powiadomienia o zamrożeniu wszystkich rachunków bankowych. Grzegorz Kruk, przyjaciel ojca i członek zarządu od 35 lat, potwierdził, że bank powołuje się na powiadomienie o funduszu powierniczym.
Goście zaczęli w pośpiechu opuszczać willę. Kiedy ostatni z nich wyjeżdżał, na skrzynki mailowe kadry kierowniczej trafiła wiadomość z Mazowieckich Centrów Medycznych: ogólnofirmowy kontrakt operacyjny wart 260 milionów złotych został przyznany firmie „Kowalski Systemy Zdrowia”.
Firmie, którą sama założyła, kodując po nocach, podczas gdy rodzice spali w szpitalu.
Firma, która jeszcze dzień wcześniej zatrudniała 90 osób, przestała istnieć. Postępowanie upadłościowe trwało 11 tygodni. Maszyny sprzedano na części, a willa w Konstancinie poszła pod młotek za 62 procent wartości po pierwszej pominiętej racie kredytu hipotecznego.
Paweł Kowalski, nowy właściciel imperium, które istniało tylko przez 24 godziny, wytrzymał wolność 73 dni. Pozytywny wynik testu na fentanyl doprowadził go do ponownego aresztowania. Obecnie odbywa karę 18 miesięcy pozbawienia wolności w Stargardzie Gdańskim.
Rodzice Maji przeprowadzili się do wynajmowanego mieszkania w Ożarowie Mazowieckim. Ich łączne dochody z zasiłku i wcześniejszej emerytury wynoszą 1500 złotych miesięcznie. Matka, zmagająca się z rakiem płuc, zmuszona jest kupować jedzenie za bony żywnościowe.
Wszystkie trzy pozwy sądowe przeciwko córce i funduszowi powierniczemu zostały oddalone. Sędziowie jednomyślnie uznali, że pełnomocnictwa zostały podpisane legalnie, w czasie gdy darczyńcy zachowali zdolność prawną, a polskie prawo nie przewiduje odwołania takich decyzji z powodu zmiany zdania lub żalu.
Maja Kowalska nie skomentowała sprawy.
Z ustaleń dziennikarzy wynika, że stoi na czele spółki technologicznej, która w ciągu czterech miesięcy od debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie podwoiła swoją wartość. Firma, zatrudniająca 380 osób w Warszawie, rozwija systemy sztucznej inteligencji dla szpitali. Kowalska sfinansowała również dwie bezpłatne kliniki w północnej Warszawie.
W swoim nagraniu, które w ciągu 24 godzin obejrzało ponad milion osób, Kowalska nie wyraziła skruchy.
Nie mówi o zemście. Mówi o ciszy.
„Zemsta smakuje jak popiół” – stwierdza.
„Utrzymałam firmę przy życiu, gdy nikt inny by tego nie zrobił. Stworzyłam miejsca pracy. To nie chodziło o zabranie czegoś.
Chodziło o odmowę pozwolenia, aby wszystko, co poświęciłam, stało się niezasłużonym trofeum kogoś innego.”
„Nie wybaczam, nie oglądam się za siebie i nie noszę już ich imienia w mojej przyszłości.”
Prawnicy podkreślają, że cała sprawa jest zgodna z literą prawa, ale stawia fundamentalne pytanie o granice rodzinnej lojalności i konsekwencje lekceważenia czyjegoś poświęcenia. Sprawa Maji Kowalskiej stała się już symbolem przewrotności losu w polskim biznesie.
Biuro prasowe Sądu Okręgowego w Warszawie potwierdziło, że żadne z postępowań wszczętych przez rodziców nie zostało zakończone na korzyść powodów. Wszystkie koszty sądowe obciążą stronę skarżącą.
Rodzina odmówiła komentarza. Paweł Kowalski przebywa w zakładzie karnym. Jego matka nie odpowiada na telefony od dziennikarzy.


