Słońce Arizony prażyło bez litości, a żar odbijał się od skał tak mocno, że nawet jaszczurki chowały się do cienia. Silas McKellum przeklinał w duchu każdą decyzję, która zaprowadziła go do tego kanionu. Nie był człowiekiem, który łatwo się poddawał, a jego reputacja rewolwerowca została okupiona krwią niejednym terytorium. Teraz jednak stał otoczony cichym kręgiem wojowników Apaczów.

Ich twarze były twarde jak otaczające ich skały, a wódz Taza patrzył na niego oczami starymi jak same góry. Silas trzymał dłoń na kolbie rewolweru, ale wiedział, że to bez sensu. Było ich zbyt wielu. Ciszę przerywał tylko wiatr, który bawił się piórami we włosach wojowników.
W końcu Taza przemówił, a jego głos był szorstki jak żwir. „Człowiek z żelazną laską” – powiedział łamaną angielszczyzną, wskazując na winchestera opartego o siodło. „Znamy cię. Zabijasz za pieniądze?
”
„Zabijam, żeby przetrwać” – odparł Silas. „Czego ode mnie chcesz, Tazo? ”
Oczy wodza zwęziły się. „Biały człowiek Hiram Croft chce czegoś, co należy do mojego ludu.
Chce moją córkę, Nalin. Uciekła przed nim. Uciekła przed nami. Myśli, że rezerwaty jej nie ochronią.
Może ma rację. ”
Silas znał to nazwisko. Hiram Croft był magnatem, który wykupywał ziemię, kopalnie i dusze z zimną skutecznością. Jego bogactwo opierało się na bezwzględnej ambicji.
„Dlaczego mi to mówisz? ” – zapytał. „Croft zabił jej pierwszego męża. Zabił go, żeby się do niej dostać.
Wierzy, że Nalin zna miejsce zwane Złotymi Łzami. Zaginiona kopalnia. Jest nią opętany. Nalin to dla niego tylko klucz do kolejnego bogactwa.
”
„To znajdźcie ją sami” – zaproponował Silas chłodno. „Nasi wojownicy w Kalifornii zwracają zbyt wiele uwagi. Ludzie Crofta są wszędzie. Ale ty jesteś tylko kolejnym rewolwerowcem, cieniem.
Zapłacę ci. Złotem. ”
„Nie interesuje mnie wasze złoto” – skłamał Silas. „To nie była propozycja” – powiedział Taza cicho.
Wojownicy unieśli strzelby. „Znajdziesz ją. Doprowadzisz ją bezpiecznie do misji w San Gabriel. Dasz mi słowo.
Jeśli odmówisz…” – Taza wskazał na wysoką sosnę, na której huśtała się już pętla. „Chroń moją córkę albo zawiśniesz. ”
Silas spojrzał na pętlę, potem na wodza. Nie miał wyboru.
„Jak ją poznam? ” – zapytał. „Jest uparta jak muł i szybka jak jastrząb” – odparł Taza bez cienia uśmiechu. „Ma oczy swojej matki.
Będzie walczyć. Będzie walczyć nawet z tobą. ”
Wódz wyciągnął mały woreczek z jeleniej skóry. „To jej daj.
Będzie wiedziała. Znajdziesz ją tam, gdzie prowadzą ślady wozu, który ukradła z kopalni Crofta. ”
Godzinę później Silas był sam. Taza dał mu zapasy, wodę i kierunek, ale nie dał mu nadziei.
To była samobójcza misja: chronić kobietę, która nie chciała być chroniona, przed człowiekiem, który władał połową terytorium. Ślady wozu znalazł łatwo. Były świeże. Nalin jechała szybko, ale nie mądrze.
Była najwyraźniej zdesperowana. Przez dwa dni pędził swojego konia do granic możliwości, śpiąc tylko na krótko, z dłonią na broni. Trzeciego dnia o świcie ją dostrzegł. Wóz stał porzucony przy wyschniętym korycie rzeki, z jednym złamanym kołem.
Kawałek dalej na kamieniu siedziała postać. Gdy się zbliżył, wstała i wycelowała w niego strzelbę. To była Nalin. Miała długie, czarne, potargane włosy i twarz pokrytą kurzem, ale jej ciemne oczy płonęły buntem.
Na sobie miała mieszankę stroju Apaczów i białych: zamszowe legginsy i mocną bawełnianą koszulę. „Jeszcze krok, a rozstrzelam ci głowę” – zawołała. Jej głos był pewny, bez śladu strachu. Silas zatrzymał konia trzydzieści metrów od niej i powoli uniósł ręce.
„Przychodzę w pokoju. ”
„W pokoju” – parsknęła. „Nikt nie przychodzi w pokoju na tę ziemię. Kto cię przysłał?
Croft? ”
„Nazywam się Silas McKellum. Przysłał mnie twój ojciec. ”
Jej wyraz twarzy zmienił się z gniewu w głęboką nieufność.
„Mój ojciec nigdy nie posłałby białego człowieka. Kłamiesz. ”
Silas sięgnął powoli do kieszeni i wyciągnął woreczek z jeleniej skóry. Rzucił go na ziemię między nimi.
Nalin przez chwilę na niego patrzyła, po czym szybko podbiegła, chwyciła go i cofnęła się do swojej strzelby. W środku znalazła mały turkusowy kamień w kształcie niedźwiedzia – amulet jej matki. Zaczerpnęła powietrza i przycisnęła go do piersi. „Więc to prawda” – szepnęła, ale strzelby nie opuściła.
„Co ci powiedział? ”
„Mam cię doprowadzić do misji w San Gabriel. Mówił, że grozi ci niebezpieczeństwo. ”
„Niebezpieczeństwo?
” – zaśmiała się gorzko. „Niebezpieczeństwo to mój cień. Dlaczego miałabym ci ufać? Jesteś rewolwerowcem.
Widziałam twój plakat w Tucson. Poszukiwany za morderstwo. ”
„Nie wszystko jest takie, jakie się wydaje” – odparł zmęczony Silas. „Nie mamy czasu.
Ludzie Crofta są kilka mil stąd. Twój wóz jest do niczego. Musimy jechać. ”
„Nigdzie z tobą nie jadę.
”
„Nie masz wyboru” – powiedział, a jego cierpliwość się kończyła. „Twój ojciec postawił sprawę jasno: mam cię chronić albo zawiśnę. Nie zamierzam się bujać na sznurze, bo jesteś zbyt uparta, żeby ratować własną skórę. ”
Zszedł z konia, wciąż trzymając ręce z dala od broni.
„Mam jednego konia. Uniesie nas oboje, jeśli nie będziemy się ociągać. Musimy ruszać natychmiast. ”
Nalin wciąż do niego mierzyła.
W jej oczach widział burzę: strach, gniew i desperację. Wiedziała, że ma rację. Była w pułapce. „Jeśli spróbujesz mnie dotknąć” – ostrzegła – „zabiję cię.
Nawet gdybym miała zapłacić za to życiem. ”
„Przyjmuję do wiadomości. Teraz wsiadaj. ”
Nalin zawahała się, po czym opuściła strzelbę, zarzuciła ją na ramię i podeszła do konia.
Ignorując wyciągniętą pomocną dłoń, wskoczyła za niego na siodło z zaskakującą zwinnością. Jej ciało było napięte, nie dotykała go bardziej, niż to konieczne. „Trzymaj się” – powiedział Silas. „Nie martw się o mnie” – odpowiedziała lodowato.
Ruszyli na zachód, z dala od złamanego wozu, wprost w palące słońce. Silas czuł napięcie w każdym mięśniu jej ciała. Była jak dzika kotka złapana w worek. Ale gdy spojrzał na nią przez ramię, zobaczył nie tylko bunt.
Zobaczył głęboki smutek. Była kobietą w ucieczce, ściganą przez demony przeszłości i teraźniejszości. Podróż upływała w ciszy, przerywanej tylko tętentem kopyt i okazjonalnymi wskazówkami Silasa. Nalin milczała, wodząc wzrokiem po horyzoncie, skanując każdą skałę i cień.
Silas podziwiał jej czujność. Nie była delikatnym kwiatem. Była wojowniczką. Gdy słońce zaczęło zachodzić, malując niebo na krwisto czerwono i fioletowo, znaleźli małą jaskinię ukrytą w skałach.
„Zostajemy tu na noc” – oznajmił Silas, zsiadając z konia. „Koń musi odpocząć, my też. ”
Nalin zeskoczyła, zanim zdążył jej pomóc, od razu chwyciła strzelbę i stanęła na straży przy wejściu, podczas gdy on zajmował się koniem. „Nie możemy rozpalać ognia” – powiedział.
„Dym by nas zdradził. ”
„Nie jestem głupia” – odpowiedziała ostro i wyciągnęła z torby kawałek suszonego mięsa, podając mu go. „To wszystko, co zostało. ”
Usiedli naprzeciwko siebie w mroku jaskini.
Cisza ciążyła. Silas postanowił ją przerwać. „Dlaczego Croft myśli, że znasz położenie tej kopalni? ”
Nalin drgnęła.
„Mój pierwszy mąż, Inio, był Metysem. Jego matka pochodziła z mojego plemienia, a ojciec był poszukiwaczem. Zanim ludzie Crofta go zabili, dał mi mapę, rysunek na kawałku skóry. Mówił, że to dla naszego syna, którego nigdy nie mieliśmy.
” Jej głos się załamał. „Croft zabił go dla tej mapy. Inio odmówił mu jej oddania, więc zastrzelili go na moich oczach. Croft myślał, że Inio powiedział mi, gdzie jest mapa, ale ja zdążyłam ją ukryć, zanim mnie znaleźli.
”
„Gdzie jest teraz? ”
„Zniszczona. Spaliłam ją tej nocy, kiedy uciekłam. Croft nigdy nie dostanie tego złota.
Nigdy. ”
Silas patrzył na nią przez chwilę. „Ale on myśli, że masz ją w głowie. Dlatego cię chce.
Chce, żebyś go tam zaprowadziła. A potem cię zabije. ”
Nalin wzdrygnęła się. „Dlatego uciekam.
Nie tylko przed Croftem. Przed ojcem. Chciał mnie wydać za innego wojownika, silnego mężczyznę, który by mnie chronił. Ale ja nie jestem nagrodą, którą można wymienić za bezpieczeństwo.
Nie chcę kolejnego męża. Chcę wolności. ”
Silas skinął głową. Rozumiał to lepiej, niż myślała.
W nocy, gdy objął straż, patrzył w gwiazdy. Czuł na sobie jej wzrok z ciemności jaskini. „Dlaczego przyjąłeś zadanie od mojego ojca? ” – zapytała cicho.
„Nie chodzi tylko o pętlę. Widzę to. Widzę mężczyznę, który nie chce już walczyć. ”
Silas długo patrzył w ciemność.
„Może jestem zmęczony uciekaniem. Może myślałem, że ratując kogoś innego, uratuję kawałek siebie. ”
Nalin nic nie odpowiedziała, ale gdy kilka godzin później się zmieniali na warcie, napięcie między nimi jakby trochę zelżało. Kolejny dzień był jeszcze trudniejszy.
Woda się kończyła, a słońce było bezlitosne. Koń zaczynał protestować przeciw podwójnemu ciężarowi. Około południa dotarli do skalnej formacji dającej cień. Silas zsiadł i rozejrzał się.
„Tu się rozdzielimy” – powiedział. Nalin natychmiast się spięła. „Co masz na myśli? ”
„Weźmiesz konia i pojedziesz dalej na zachód.
Ja pójdę pieszo. Śledzą nas. Widziałem odbicie słońca na lunecie około godzinę temu. Jest ich trzech na koniach.
Jeśli pojedziemy razem, dogonią nas łatwo. Koń jest zmęczony, ale ty masz szansę im uciec. Ja ich opóźnię. ”
Oczy Nalin rozszerzyły się z przerażenia.
„Nie! To mnie chcą. Zabiją cię, żeby się do mnie dostać. ”
„To moje zadanie, pamiętasz?
Chronić cię. ”
Wyciągnął bukłak z wodą i podał jej. „Wody starczy na pół dnia. Kilka mil na zachód jest mały strumień.
Znajdź go, napój konia i jedź dalej. Nie czekaj na mnie. ”
„Silas…”
„Jedź! ” – krzyknął.
Po raz pierwszy w jej oczach zobaczył coś więcej niż strach. Widział troskę. Silas chwycił winchestera i schował się w skałach. Zanim odkryją, że jej nie ma, będzie mile stąd.
„Wrócisz? ” – zapytała drżącym głosem. „Zrobię, co w mojej mocy. Teraz jedź.
”
Trzasnął konia po zadzie. Zwierzę poderwało się do galopu. Nalin obejrzała się, twarz miała pełną niepokoju, po czym zniknęła za wzgórzem. Silas wspiął się wyżej i znalazł idealną pozycję w wąskiej szczelinie skalnej z widokiem na ścieżkę.
Sprawdził naboje: piętnaście w winchesterze i sześć w rewolwerze. Musiało wystarczyć. Czekał. Cisza pustyni była ogłuszająca.
Potem usłyszał tętent kopyt. Trzej jeźdźcy, twardzi mężczyźni w zakurzonych płaszczach. Zatrzymali się w miejscu, gdzie Silas i Nalin się rozdzielili. „Rozdzielili się!
” – zawołał jeden. „Kobieta wzięła konia, jedzie na zachód. Rewolwerowiec jest gdzieś tu, pieszo. ”
„Znajdźcie go!
” – warknął dowódca. „Croft chce go martwego, ale dziewczynę żywą. ”
Dwóch mężczyzn ruszyło tropem Nalin. Dowódca został, powoli jadąc śladami Silasa w kierunku skał.
Gdy znalazł się tuż pod nim, Silas wystrzelił. Huk odbił się echem od kanionu, a mężczyzna runął z konia martwy. Ale dwaj pozostali natychmiast się zawrócili i zaczęli ostrzeliwać skały. Kule odbijały się rykoszetem.
Silas był w pułapce. Oddał kilka strzałów, celując uważnie. Jedna kula drasnęła go w ramię, ale zdążył kolejnym strzałem powalić jednego z napastników. Ostatni był sprytniejszy, zsiadł z konia i zaczął go okrążać.
Silas wykorzystał chwilę, gdy mężczyzna przeładowywał, i zmienił pozycję. „Poddaj się, McKellum! ” – krzyknął ranny mężczyzna, lecz Silas odpowiedział ogniem. Ostatniego przeciwnika zabił, gdy ten próbował podejść go od flanki.
Został tylko ten pierwszy, chytry, ale zniknął. Silas wiedział, że pojechał po posiłki albo, co gorsza, tropem Nalin. Silas złapał konia zabitego dowódcy, znalazł w sakwach trochę wody i amunicji i ruszył w pościg. Ścigał Nalin przez cały dzień, aż tuż przed zmierzchem zobaczył ją przy strumieniu.
Nie była jednak sama. Ten trzeci mężczyzna trzymał ją od tyłu, z nożem przy gardle. Jej koń leżał ranny nieopodal. „Rzuć broń, McKellum!
” – wrzasnął mężczyzna z triumfalnym uśmiechem. „Albo poderżnę jej gardło. ”
Silas zatrzymał konia i powoli uniósł ręce. „Puść ją.
Chcesz mnie? ”
„Croft chce ją bardziej. Ale ty jesteś bonusem. Zabiję cię najpierw, powoli.
”
Oczy Nalin spotkały się z oczami Silasa. Nie było w nich strachu, tylko czysta wściekłość. Silas widział, jak jej mięśnie się napinają. „Teraz!
” – krzyknęła. Z całej siły nadepnęła mężczyźnie na stopę i wbiła łokieć w jego żebra. Krzyknął z zaskoczenia i poluzował chwyt. Nóż przeciął jej ramię, ale była wolna.
W tej samej sekundzie Silas zerwał winchestera i wystrzelił. Mężczyzna runął na ziemię. Silas zeskoczył z konia i podbiegł do niej. Krew przesiąkała jej koszulę.
„Jesteś ranna? ”
„To tylko zadrapanie” – powiedziała, starając się opanować drżenie. „Myślałam, że cię zabili. ”
„Trzeba więcej niż trzech amatorów, żeby mnie dorwać” – odparł, próbując brzmieć lekko, choć głos mu drżał z ulgi.
Rozdarł rękaw koszuli i mocno obwiązał jej ranę. Ich oczy się spotkały. Dystans między nimi zniknął. „Uratowałeś mi życie” – szepnęła.
„Dotrzymałem słowa” – odpowiedział, ale oboje wiedzieli, że to coś więcej. Jej koń miał złamaną nogę. Silas musiał zrobić to, co konieczne. Teraz mieli dwa konie dla dwojga ludzi i wciąż żyli.
Jechali do późnej nocy, prowadzeni światłem księżyca. Rozmawiali mało, ale cisza nie była już napięta. Była to cisza dwojga ludzi, którzy przeszli przez ogień i po drugiej stronie znaleźli kruche porozumienie. Kiedy w końcu się zatrzymali, Nalin usiadła bliżej niego niż zwykle.
„Dlaczego to robisz, Silas? Dlaczego ryzykujesz dla mnie życie? Nie tylko z powodu mojego ojca. ”
Silas wpatrywał się w ogień małego, bezdymnego ogniska.
„Kiedyś miałem kobietę. Miała na imię Ana. Była dobra. Widziała we mnie dobro, którego ja sam nie widziałem.
Zabito ją. Ludzie, którzy mnie ścigali, chcieli okupu. Nie zdołałem jej ochronić. ” Jego głos zdradzał stary ból.
„Kiedy cię zobaczyłem, przestraszoną, ale walczącą, przypomniałaś mi ją. Tym razem nie mogłem zawieść. ”
Nalin położyła dłoń na jego ramieniu. „Nie jesteś jak oni, Silas.
Nie jesteś mordercą. Jesteś obrońcą. ”
Spojrzał na nią. Pochylił się i pocałował ją.
To był pocałunek pełen smutku, ulgi i nieoczekiwanej nadziei. Nalin odwzajemniła go, a w środku bezlitosnej pustyni dwoje zagubionych ludzi znalazło siebie nawzajem. Podróż do Kalifornii trwała kolejne dwa tygodnie. Każdy dzień ich do siebie zbliżał.
Silas uczył Nalin strzelać z rewolweru, a ona uczyła go czytać ziemię, znajdować wodę tam, gdzie wydawało się, że jej nie ma, i słuchać wiatru. Śmiali się razem, kłócili i dzielili marzeniami. Silas opowiadał o ranczu, które zawsze chciał mieć, o miejscu, gdzie mógłby hodować konie i zapomnieć o odgłosie strzałów. Nalin mówiła o wolności, o miejscu, gdzie mogłaby żyć bez strachu.
Ale cień Hirama Crofta był długi. Silas zauważył ślady, które ich śledziły. Nie były to ślady Apaczów, ale białych ludzi, i było ich wielu. Gdy dotarli do podnóża gór oddzielających pustynię od wybrzeża, Silas się zatrzymał.
„To pułapka. Czeka na nas w przełęczy. Wie, że musimy tędy przejść. ”
„Co zrobimy?
” – zapytała Nalin, ale w jej głosie nie było strachu, tylko determinacja. „To, czego się spodziewa. Przejdziemy przez tę przełęcz, ale na naszych zasadach. ”
Silas czuł, że Taza jest gdzieś w pobliżu.
Widział znaki: pióro na kamieniu, sposób, w jaki były połamane gałązki. Ale teraz tych strażników nie było. Zrozumiał, że Taza zostawił ich na pastwę losu. Albo to był test, albo Apacze ich opuścili.
„Jesteśmy zdani na siebie” – powiedział. „Będę walczyć u twojego boku” – odpowiedziała, ściskając strzelbę. „Do końca. ”
Gdy wjechali w wąski kanion prowadzący do przełęczy, pułapka zatrzasnęła się.
Ludzie Hirama Crofta pojawili się na skałach nad nimi. Było ich co najmniej dwudziestu, a na ich czele na wspaniałym czarnym ogierze siedział sam Hiram Croft. Jego twarz była blada i pozbawiona emocji, a w chłodnych szarych oczach malowała się pogarda. „Nalin Maraha” – zawołał, a jego głos był śliski jak wąż.
„W końcu. Mam dość ścigania cię. Podejdź do mnie, a daruję twojemu towarzyszowi życie. ”
„Wolałabym umrzeć!
” – krzyknęła Nalin. Croft westchnął. „Jak sobie życzysz. McKellum, słyszałem o tobie.
Szkoda takiego talentu. Zabić go. Ale ją chcę żywą i bez szwanku. ”
Rozpoczęła się strzelanina.
Silas ściągnął Nalin z konia i ukryli się za głazem. Byli w pułapce, bez szans na ucieczkę. „Kocham cię, Silas” – szepnęła Nalin, przeładowując strzelbę. „Ja ciebie też” – odpowiedział, strzelając do człowieka na skale.
„I wydostaniemy się stąd. Obiecuję. ”
Ale gdy ludzie Crofta się zbliżali, nadzieja słabła. Silas został trafiony w ramię.
„Koniec gry” – powiedział Croft, podjeżdżając bliżej, z eleganckim pistoletem w dłoni. „Powiedz mi, gdzie jest kopalnia, Nalin, a może pozwolę ci żyć jako moja żona. ”
„Nigdy. ”
Croft wycelował w Silasa.
„Żegnaj, rewolwerowcu. ”
Zanim zdążył pociągnąć za spust, z grzbietów nad nimi rozległ się wojenny okrzyk. Nie jeden głos, ale dziesiątki. Jak grom z jasnego nieba pojawili się apańscy wojownicy, prowadzeni przez samego wodza Tazę.
Deszcz strzał i kul spadł na ludzi Crofta, którzy, zaskoczeni atakiem z zasadzki, wpadli w panikę. To była rzeź. Apacze walczyli z cichą furią, mszcząc Inia i dekady ucisku. Silas i Nalin dołączyli do walki.
Silas, ignorując ból w ramieniu, strzelał do uciekających ludzi. Hiram Croft, widząc, że jego majątek i ludzie przepadli, zawrócił konia i próbował uciec. Ale Taza zastąpił mu drogę. „Twój czas minął, złodzieju dusz” – powiedział Taza.
Croft wystrzelił w panice, ale Taza był szybszy. Jego włócznia przecięła powietrze i trafiła Crofta prosto w pierś. Magnat zwalił się z konia w kurz. Jego bogactwo już nic mu nie dało.
Bitwa się skończyła. Taza zsiadł z konia i podszedł do Silasa i Nalin. Spojrzał na zakrwawione ramię Silasa. „Walczyłeś dzielnie, McKellum.
”
„Czekałeś na to” – powiedział Silas, bez złości, tylko ze zmęczeniem. „Zostawiłeś nas, żebyśmy sami walczyli. ”
„Musiałem się upewnić. Musiałem wiedzieć, czy twoje serce należy do niej, czy do mojego złota.
” Spojrzał na córkę. „Znalazłaś swojego wojownika. ”
Nalin podeszła do ojca i objęła go. „Wybacz mi, ojcze.
Uciekłam. ”
„Nie” – powiedział Taza, gładząc ją po włosach. „Znalazłaś swój los. Jesteś wolna.
”
Odwrócił się do Silasa i podał mu ciężki skórzany worek. „Złoto, które obiecałem. Kupisz za nie ranczo. ”
Silas spojrzał na Nalin, na jej twarz pełną miłości.
„Mam już swój skarb” – powiedział, biorąc ją za rękę. Taza skinął głową, a w jego oczach pojawił się rzadki błysk uśmiechu. „W Kalifornii jest dolina. Żyzna ziemia, czysta woda.
Należała do mojego ludu, zanim przybyli Hiszpanie. Weźcie ją. Kupcie swoje ranczo. Żyjcie w pokoju.
”
Miesiąc później Silas i Nalin stali na werandzie nowego rancza. Otaczały ich zielone pastwiska, w oddali błyszczała rzeka, a powietrze pachniało sosną i wolnością. Ramię Silasa się zagoiło, a jego serce również. Nalin stała obok, z ręką na brzuchu, gdzie pod sercem rosło nowe życie.
„Wreszcie jesteśmy w domu” – szepnęła. Silas objął ją i pocałował w czoło. „Tak. W domu.
”
Pierwsze miesiące były ciężkie, ale pracowali od świtu do zmierzchu. Silas, który przez całe życie odbierał życie, teraz budował. Jego ręce, przyzwyczajone do chłodnej stali rewolweru, nauczyły się trzymać młotek i piłę. Nalin pracowała u jego boku, zakładając ogród, który wkrótce uginał się od kukurydzy i fasoli.
Zatrudnili kilku pomocników: starego vaquera Miguela i dwóch młodych apańskich chłopców, sierot, których Nalin znalazła głodnych w mieście. Ich ranczo stało się schronieniem. Silas odkrył, że jego reputacja rewolwerowca ma też zalety. Złodzieje bydła i bandyci omijali ich dolinę z daleka.
Jego imię wciąż budziło strach, ale teraz kojarzyło się z ochroną, nie z przemocą. Rok później, pewnego wieczoru, siedzieli na werandzie i obserwowali zachód słońca. Nalin opierała się o Silasa, trzymając w ramionach mały zawiniątko. Ich syn, Taza McKellum, miał błękitne oczy ojca i czarne włosy matki.
„Jest doskonały” – szepnęła Nalin, całując syna w czoło. Silas objął ją. Przypomniał sobie pętlę w kanionie i groźbę Tazy. „Twój ojciec miał rację.
Mówił, że jesteś uparta jak muł i szybka jak jastrząb. ” Uśmiechnęła się i szturchnęła go żartobliwie. „Ale też mówił, że mam chronić jego córkę. A ja zrozumiałem, że to ty przez cały czas chroniłaś mnie.
”
Nalin spojrzała mu w oczy. „Uratowaliśmy siebie nawzajem, Silas. Znaleźliśmy się na tej pustyni. ”
Wieści z Arizony przychodziły rzadko.
Po śmierci Crofta jego imperium rozpadło się, kopalnie podupadły, a Złote Łzy pozostały zagubione na zawsze. Złoto z worka Tazy pozwoliło im zainwestować w najlepsze bydło i konie. Ranczo prosperowało, a końska hodowla Silasa zyskała sławę w całym stanie. Pewnego dnia do doliny przyjechał samotny jeździec.
Był stary, ale siedział prosto na koniu. To był Taza. Przyjechał sam. Silas i Nalin powitali go z honorami.
Taza rozejrzał się po domu, pastwiskach i prosperującej ziemi, a potem jego wzrok zatrzymał się na wnuku, który bawił się na werandzie. Podał chłopcu mały turkusowy kamień w kształcie niedźwiedzia – ten sam amulet, który Silas dał Nalin na pustyni. „Dla nowego wojownika Złotego Serca” – powiedział Taza. Został trzy dni.
Mało mówił, ale dużo obserwował. Gdy odjeżdżał, zatrzymał się przy bramie i spojrzał na Silasa. „Ta pętla była prawdziwa, ale nie była dla ciebie. Była dla człowieka, którym byłeś.
Ten człowiek nie żyje. Niech żyje człowiek, którym się stałeś. ”
Silas skinął głową, nie mogąc wydusić słowa. Taza odwrócił się do córki.
„Żyjesz w pokoju, Nalin. To wszystko, czego ojciec może pragnąć. ”
Potem odjechał, a jego postać powoli znikała za horyzontem. Silas i Nalin stali długo na werandzie, słuchając odgłosów rancza: muczenia bydła, śmiechu syna, szumu wiatru w drzewach.
Przeszłość została wreszcie pogrzebana. Wszystkie długi spłacone. Rewolwerowiec znalazł swój dom, a groźba pętli została zastąpiona więzią miłości i rodziny. Silas McKellum spojrzał na żonę i syna i wiedział, że znalazł skarb znacznie cenniejszy niż jakakolwiek zaginiona kopalnia.
Znalazł odkupienie, a to było największe bogactwo ze wszystkich.