Gregory Pratt ścierał krew z tasaka z tą samą metodyczną precyzją, z jaką kiedyś czyścił swój nóż taktyczny w Kandaharze. Miał pięćdziesiąt dwa lata, a jego dłonie pozostawały pewne, choć zamiast torować sobie drogę przez linie wroga, kroił teraz wołowinę. Żołnierz sił specjalnych Delta Force, który został osiedlowym rzeźnikiem, potrzebował pięciu lat, żeby poczuć się w tej roli naturalnie. Gregory znalazł spokój w prostym rytmie prowadzenia sklepu Pratt’s Prime Cuts.

Dzwonek nad drzwiami zadzwonił, gdy weszła jego córka Paige Arnold. Miała na sobie pogniecione pielęgniarskie ubrania po dwunastogodzinnej zmianie w szpitalu Mercy General. W wieku dwudziestu ośmiu lat miała łagodne oczy po zmarłej matce, ale niezłomne postanowienie po ojcu. – Tato, znowu pracujesz za długo – powiedziała, wieszając torebkę na haczyku za ladą.
– Zamówienie pani Chin może poczekać do jutra. Gregory uśmiechnął się, a wyraz jego twarzy złagodniał. – Stare nawyki. Poza tym precyzja liczy się też w tym fachu – odparł, odkładając narzędzia i myjąc ręce.
– Jak minęła zmiana? – Trzy operacje, dwa zatrzymania krążenia i jeden facet, który twierdził, że whisky wyleczy mu zapalenie wyrostka. – Paige opadła na drewniane krzesło, które postawił przy kasie specjalnie na jej wizyty. – Czasem zastanawiam się, czy wybrałam dobry zawód.
– Pomaganie ludziom nigdy nie jest złym wyborem, córeczko. Gregory nauczył się tej lekcji w bolesny sposób. Jego służba wojskowa polegała na eliminowaniu zagrożeń, ale Paige wybrała ratowanie istnień. To był jeden z wielu powodów, dla których był z niej dumny.
Ciszę przerwał dźwięk telefonu. Nieznany numer. Prawie go zignorował, ale coś kazało mu odebrać. – Pratt’s Prime Cuts.
– Czy mówię z Gregorym Prattem? – Głos był szorstki, butny, z obcym akcentem. – Sklep zamknięty. Zadzwoń jutro.
– Nie dzwonię w sprawie mięsa, staruszku. Dzwonię w sprawie twojej córki. Krew Gregory’ego zamarzła. Jego wzrok poszybował w stronę Paige, która przeglądała pocztę, nieświadoma rozmowy.
W jednej chwili piętnaście lat cywilnego życia wyparowało, a w piersi obudziło się coś zimnego i dobrze znanego. – Kim jesteś? – Jego głos pozostał spokojny, ale wolna dłoń instynktownie sięgnęła tam, gdzie kiedyś wisiał pistolet. – Powiedzmy, że jestem kimś, kto wie pewne rzeczy.
Na przykład to, że twoja księżniczka jeździ białym hondą civic. Rejestracja 7HG4821. Albo że w czwartki kończy pracę o dwudziestej. Albo że w tej chwili siedzi w twoim sklepiku.
Gregory spojrzał na kamerę bezpieczeństwa. Po drugiej stronie ulicy stał czarny SUV z przyciemnianymi szybami. Widział go wcześniej, ale zignorował, myśląc, że to klient z knajpy obok. – Czego chcesz?
– Informacji. O twoim starym przyjacielu Marshallu Bryancie. Podobno służyliście razem i podobno zostawił coś cennego, zanim umarł. Marshall Bryant.
Gregory nie słyszał tego nazwiska od trzech lat, od pogrzebu dawnego towarzysza broni. Marshall był jego obserwatorem, najlepszym przyjacielem i jedynym ocalałym z operacji Eyeball w 2019 roku. – Nie wiem, o czym mówisz. Śmiech po drugiej stronie sprawił, że Gregory’emu przeszła ciarki.
– Jasne, że nie wiesz. Posłuchaj, staruszku. Masz czterdzieści osiem godzin, żeby sobie przypomnieć. W przeciwnym razie twoja mała księżniczka może się znaleźć w kawałkach.
Małych. Połączenie się zakończyło. Gregory wpatrywał się w telefon, a jego umysł przetwarzał możliwości i scenariusze. Paige spojrzała na niego z niepokojem.
– Tato, wyglądasz blado. To był klient? – Pomyłka, córeczko – wymusił uśmiech. – Jedź do domu.
Ja tu dokończę. Kiedy Paige zbierała swoje rzeczy, umysł Gregory’ego już przechodził w tryb taktyczny. Ci ludzie popełnili krytyczny błąd. Zagrozili jedynej osobie, która znaczyła dla niego więcej niż własne życie.
Jego licznik wynosił dwieście dziewięćdziesiąt pięć zabójstw. Może nadszedł czas, żeby go podnieść. Noc spędził na gorączkowych badaniach zamiast na śnie. Jego skromne mieszkanie nad sklepem zamieniło się w mobilne centrum dowodzenia.
Z ukrytej skrytki za ścianą wyciągnął sprzęt, którego nie dotykał od lat: bezpieczny laptop, zaszyfrowane dyski i telefon satelitarny. Namierzył połączenie. Numer był jednorazowy, kupiony za gotówkę w Detroit trzy dni wcześniej. Niewiele to dawało, ale potwierdzało, że wrogowie są zorganizowani i ostrożni.
Potem przejrzał wszystko, co znalazł na temat śmierci Marshalla. Oficjalnie zginął w wypadku samochodowym podczas wizyty u siostry w Kolorado. Ale Gregory pamiętał telefon sprzed dwóch dni przed śmiercią przyjaciela. Marshall brzmiał wtedy paranoicznie, mówił o śledzących go ludziach i o porządkowaniu starych spraw.
O trzeciej nad ranem zadzwonił bezpieczny telefon. Dzwonił Ian Davidson, były żołnierz Delta Force, teraz pracujący w prywatnej ochronie w Los Angeles. – Greg? Jezu, nie odzywałeś się dwa lata.
Co się dzieje? – Ian, potrzebuję informacji. Ktoś grozi Paige i wymienił Marshalla. Co wiesz o jego śmierci?
Cisza trwała tak długo, że Gregory pomyślał, że połączenie zostało przerwane. – Marshall przed śmiercią wkręcił się w ciemne sprawy, Greg. Po odejściu z wojska pracował dla prywatnej firmy wojskowej Blackwater Solutions. Podobno odkrył coś, czego nie powinien.
– Co takiego? – Coś, przez co ludzie giną. Nie mogę o tym rozmawiać przez telefon, nawet zaszyfrowany. Możesz przyjechać?
– Nie mogę opuścić miasta. – To ja przyjadę do ciebie. Będę jutro wieczorem. Po rozmowie Gregory skupił się na ochronie córki.
Nie mógł jej powiedzieć prawdy, przynajmniej nie teraz. Za to zadzwonił do detektywa Willa Clarka, weterana Iraku, i poprosił o częstsze patrole wokół szpitala. Will znał Gregory’ego na tyle dobrze, by nie zadawać zbędnych pytań. Gregory zadzwonił też do przełożonej Paige, wymyślając historię o awarii gazu w sklepie, i doprowadził do tego, że Paige dostała dzienną zmianę do końca tygodnia.
Nad ranem Gregory miał listę wszystkich współpracowników Marshalla z Blackwater Solutions. Jedno nazwisko przykuło jego uwagę: Chad Ames, były agent CIA, prowadzący obecnie firmę ochroniarską z klubu nocnego Crimson Room w Detroit. W tym samym mieście, gdzie kupiono telefon jednorazowy. Dokładnie o ósmej rano zadzwonił telefon.
Ten sam numer. – Dzień dobry, słoneczko. Dobrze spałeś? – Co chcesz wiedzieć o Marshalu Bryancie?
– Teraz to mówisz. Marshall miał coś, co należy do mojego pracodawcy. Dysk twardy z dokumentami finansowymi z czasów pracy w Blackwater. Musimy go odzyskać.
– Marshall nigdy nie wspominał o żadnym dysku. – To niefortunne dla twojej córki, bo właśnie na nią patrzę. Gregory otworzył na laptopie podgląd z kamer szpitalnych, do których włamał się miesiące wcześniej. Mężczyzna w szarym garniturze stał przy biurze informacji, z telefonem przy uchu.
– Dotkniesz jej, a jesteś martwy. – Puste groźby starego człowieka. Masz dwadzieścia cztery godziny, nie czterdzieści osiem. Znajdź ten dysk albo zacznij wybierać trumnę.
Gregory zrzutował ekran i uruchomił program rozpoznawania twarzy. Jerome Roberts, trzydzieści cztery lata, były Rangers, wydalony za nadmierną przemoc. Kilka wyroków za pobicie. Obecnie zatrudniony przez Aim Security Solutions.
Po raz pierwszy od dwóch dni Gregory się uśmiechnął. Wreszcie miał trop. Resztę poranka spędził na przygotowaniach. Z kolejnej skrytki wyciągnął kamizelkę taktyczną, noktowizor, tłumiony pistolet kalibru .
45 i nóż z insygniami dawnej jednostki. Po południu miał już plan. Jeśli Chad Ames chciał grać w tę grę, wkrótce przekona się, dlaczego Gregory Pratt był najbardziej obawianym operatorem w Delta Force. Ale najpierw musiał wykonać jeden telefon.
– Paige, córeczko, muszę cię o coś prosić. – Tato, to szaleństwo – powiedziała Paige, pakując torbę. – Awaria gazu nie wymaga, żebym spała u Rebeki przez trzy dni. Rebecca Luna, najlepsza przyjaciółka Paige z czasów studiów pielęgniarskich, mieszkała czterdzieści minut za miastem, w strzeżonej społeczności.
Jej mąż Rick był byłym marine z zamiłowaniem do broni. – Po prostu zrób to dla mnie – powiedział Gregory, spoglądając na zegarek. – Rick wie, że przyjeżdżasz. Paige przyjrzała się twarzy ojca.
– Nie ma żadnej awarii gazu, prawda? Gregory rozważył kolejne kłamstwo, ale uznał, że córka zasługuje na szczerość. – Może być pewien problem. Nic, czego nie potrafię załatwić, ale muszę wiedzieć, że jesteś bezpieczna.
– Co to za problem? – Taki, który lepiej wyjaśnić, kiedy się skończy. Paige skrzyżowała ramiona. – Jestem dorosła.
Poradzę sobie. – Wiem. Ale tu nie chodzi o to, co ty potrafisz. Chodzi o to, co ja potrafię.
Nie skupię się na rozwiązaniu problemu, jeśli będę martwił się o ciebie. Coś w jego tonie sprawiło, że Paige ustąpiła. Wiedziała, że kiedy ojciec wchodzi w tryb wojskowy, kłótnia nie ma sensu. – Dobrze.
Ale dzwonisz codziennie, a jak to się skończy, wszystko mi wyjaśniasz. – Umowa. Po wyjeździe Paige Gregory wrócił do przygotowań. Wieczorem przyjechał Ian Davidson z torbą i ponurą miną.
– Wyglądasz okropnie – powiedział Ian, obejmując przyjaciela. – Czuję się gorzej. Co ustaliłeś o Marshalu? Ian położył na ladzie grubą teczkę.
– Marshall nie tylko pracował dla Blackwater. Dokumentował ich nielegalną działalność: handel bronią, handel ludźmi, pranie pieniędzy. – Po co? – Bo zabili jego siostrę.
Świat zawirował Gregory’emu przed oczami. – Sarah? Myślałem, że zginęła z nim w wypadku. – Zginęła trzy dni przed nim.
Wypadek był ustawiony. Sarah pracowała jako księgowa w fundacji charytatywnej w Denver. Okazało się, że to przykrywka dla brudnych pieniędzy Blackwater. Kiedy się zorientowała i zagroziła FBI, wyeliminowali ją.
Marshall to odkrył i przez sześć miesięcy zbierał dowody. Na tym dysku są dokumenty finansowe, komunikacja, nawet nagrania ze spotkań z handlarzami broni. Wystarczy, żeby pogrążyć Chada Amesa i połowę jego organizacji. Gregory nalał dwie szklanki whisky.
– Gdzie jest teraz ten dysk? – Marshall powiedział mi, że ukrył go w bezpiecznym miejscu, tam gdzie tylko ktoś, kto go naprawdę znał, wpadłby szukać. Gregory zamyślił się. Wtedy coś mu się rozjaśniło.
– Chata. – Jaka chata? – Dziadek Marshalla zostawił mu chatę myśliwską w północnym Michigan. Pojechaliśmy tam raz po odejściu ze służby.
Jest odcięta od świata, bez prądu i telefonu. Jeśli Marshall chciał coś ukryć, to właśnie tam. – To ma sens. Ale nie możesz tam po prostu wejść i zabrać dysku.
Chad Ames będzie trzymał tam ludzi. – W takim razie będziemy mądrzejsi od nich. – Greg, przyjechałem ci przekazać informacje, a nie zapisywać się na misję. – Grozili śmiercią mojej córki, Ian.
Znajdę ten dysk, a potem sprawię, że Chad Ames zapłaci za każdą chwilę strachu, jaki jej zafundował. Możesz mi pomóc działać mądrze albo patrzeć, jak działam głośno i chaotycznie. Ian spojrzał na przyjaciela i zobaczył coś, co przypomniało mu, dlaczego Gregory awansował szybciej niż inni. – Dobrze – powiedział w końcu.
– Ale robimy to po mojemu. Taktycznie, profesjonalnie, z planem ewakuacji. – Zgoda. Wyjeżdżamy o świcie.
Podróż na północ Michigan zajęła cztery godziny. Wyjechali o piątej rano, zatrzymując się tylko na kawę i zmianę tablic rejestracyjnych na pożyczone. Gregory prowadził, a Ian nawigował. – Opowiedz mi o Chadzie Amesie – poprosił Gregory.
– Czterdzieści trzy lata, były agent CIA. Oficjalnie zwolniony za problemy psychiczne, nieoficjalnie za zbytnią przyjemność z zabijania. Pięć lat temu założył Aim Security Solutions jako pozornie legalną firmę wojskową. W rzeczywistości to organizacja przestępcza.
– Ilu ma ludzi? – Na etacie może dwudziestu. Ale może ściągnąć dziesiątki byłych kontraktorów wojskowych. Człowiek, który ci groził, Jerome Roberts, to typowy pracownik: wykwalifikowany, z elastyczną moralnością.
Zostawili ciężarówkę w opuszczonym obozie myśliwskim i ruszyli pieszo przez gęsty las. Po godzinie dotarli na grzbiet, skąd rozciągał się widok na chatę nad jeziorem. Przez lornetkę Gregory dostrzegł mężczyznę w kamuflażu na ganku, z karabinem na kolanach. Przez trzydzieści minut obserwowali, licząc co najmniej trzy osoby krzątające się wokół posesji.
– Tam – powiedział Ian, wskazując czarnego SUV-a za chatą. – Ten sam typ, który obserwował twój sklep. – Jak się do nich dostaniemy? – Nie dostaniemy się do nich.
Przejdziemy przez nich. Ian spojrzał ostro. – Greg, nie jesteśmy na wojnie. To amerykańscy obywatele, nawet jeśli są przestępcami.
– Grozili zabiciem mojej córki w kawałkach. Jak dla mnie, to wojna. Kłótnię przerwał ruch przy chacie. Z budynku wyszedł czwarty mężczyzna z telefonem satelitarnym.
Nawet z tej odległości było widać drogi garnitur, zupełnie niepasujący do dziczy. – To musi być Chad Ames – mruknął Ian. Gregory zapamiętał każdy szczegół jego twarzy. Wtedy zadzwonił telefon.
Wiadomość z nieznanego numeru: „Czas minął, staruszku. Czas porozmawiać”. Zadzwonił natychmiast. – Znalazłeś już?
Głos Chada był gładki, wykształcony, zupełnie inny od szorstkiego tonu jego podwładnego. – Potrzebuję więcej czasu. – Czas to luksus, na który twojej córce nie stać. Mój współpracownik, pan Roberts, bardzo chce rozpocząć z nią pracę.
Ma takie kreatywne pomysły na motywację. – Co sprawia, że myślisz, że znajdę coś, co ukrył Marshall? Służyliśmy razem, ale to nie znaczy, że zdradzał mi sekrety. – Bo Marshall Bryan był sentymentalnym głupcem.
Trzymał zdjęcia waszej jednostki w mieszkaniu i mówił o tobie jak o bracie. Tacy ludzie nie chowają ważnych rzeczy przed rodziną. Przez lornetkę Gregory widział, jak Chad spaceruje po ganku. – Będę musiał przeszukać jego rzeczy.
Gdzie mieszkał? – Już przeszukaliśmy. Dysk był tam nie ma go. – To może nie istnieje.
– Istnieje. Marshall był bardzo jasny, zanim umarł. Zostawił nam nawet wskazówkę. Powiedział, że to w miejscu, gdzie zajrzałby tylko jego brat z broni.
– Poszukam dalej – powiedział Gregory. – Masz czas do zachodu słońca. Potem pan Roberts zacznie wyrażać swoje rozczarowanie na twojej córce. Połączenie się zakończyło.
Ian spojrzał na zegarek. – Sześć godzin. Musimy działać. Gregory wyjął nóż taktyczny.
– Ian, chcę, żebyś wiedział jedno. Ci ludzie wybrali swój los, gdy zagrozili mojej rodzinie. Moja córka jest dla mnie wszystkim. Nie pozwolę im jej skrzywdzić.
– Dobrze. Jaki jest plan? Dwie godziny spędzili na obchodzeniu chaty, rozpoznaniu pozycji strażników i patroli. Ludzie Chada byli profesjonalni, ale przewidywalni, zmieniali się co trzydzieści minut.
Nie byli przygotowani na atak kogoś, kto przez piętnaście lat uczył się cichego zabijania. O drugiej po południu Gregory zajął pozycję przy brzegu jeziora. Kiedy strażnik patrolujący linię brzegową minął jego kryjówkę, wszystko trwało mniej niż dziesięć sekund. Dłoń na ustach, ostrze między żebra, i mężczyzna padł bezgłośnie.
Gregory wciągnął ciało w trzcinę i przejął radio. Dwadzieścia minut później odezwał się głos. – Drużyna druga, meldujcie. Gregory wcisnął przycisk, zniekształcając głos.
– Drużyna druga, czysto. – Przyjąłem. Jeden padł, trzech zostało. Ian zajął pozycję przy tylnym wejściu.
Kiedy rozpoczęła się kolejna zmiana warty, Gregory dwa razy kliknął radio, stary sygnał z Afganistanu. Strażnik zbliżający się do tylnych drzwi nie zauważył Iana wychodzącego zza szopy. Chwyt duszący wykonany z chirurgiczną precyzją pozbawił go przytomności. Ian skuł go i zakneblował.
– Roberts, zrób kolejny obchód. Nie podobają mi się te cisza – rozległ się głos Chada w radiu. Gregory obserwował przez lunetę, jak Jerome Roberts wyszedł z chaty z karabinem. Poruszał się ostrożnie, sprawdzał narożniki, ale polował na cywilnego rzeźnika, nie na operatora Delta Force z prawie trzystoma potwierdzonymi zabójstwami.
Gregory przepuścił go obok siebie, po czym podążył kilka metrów za nim. Kiedy Roberts zatrzymał się przy śladach, które Gregory celowo zostawił, atak nadszedł z martwego pola. Gregory powalił go do płytkiej wody. Roberts próbował obrócić karabin, ale Gregory był już w jego strefie.
Jedną ręką kontrolował broń, drugą prowadził nóż w stronę gardła. Roberts był dobry. Przetoczył się, wykorzystując impet przeciwnika, i zdołał wyciągnąć pistolet. Ale Gregory był lepszy.
Celne uderzenie w nadgarstek odrętwiało dłoń, a łokieć w splot słoneczny powalił Robertsa na kolana. – Mogłeś trzymać się z daleka od mojej córki – powiedział cicho Gregory i jednym cięciem otworzył mu gardło. Jerome Roberts został zabójstwem numer dwieście dziewięćdziesiąt sześć. – Co to było?
– Głos Chada niósł się nad wodą. Gregory wcisnął przycisk radia. – Wydawało mi się, że coś widziałem. Fałszywy alarm.
Zabrał Robertsowi broń i radio, po czym dał Ianowi sygnał do drugiej fazy. Ian ułożył ładunki kumulacyjne w trzech kluczowych punktach konstrukcji chaty i wycofał się. Kiedy Gregory dał sygnał, mieli wejść jednocześnie z dwóch stron, kończąc wszystko szokiem i przewagą siły. Najpierw jednak Gregory wykonał jeszcze jeden telefon, z telefonu Robertsa.
– Roberts? Czemu dzwonisz? – Bo Jerome Roberts nie żyje, a ty jesteś następny. Cisza.
– Z kim rozmawiam? – Z człowiekiem, któremu groziłeś. Którego przyjaciela zabiłeś. Który zaraz sprawi, że zapłacisz za każdy błąd w życiu.
Gregory Pratt. – Nie doceniłem cię. – Owszem. A teraz to, co się wydarzy.
Wyjdziesz z chaty z rękami widocznymi i powiesz mi, gdzie jest moja córka. Chad zaśmiał się. – Albo co? Zabijesz mnie, jak moich ludzi?
– Nie. Jeśli nie będziesz współpracował, wezmę cię żywego, a potem spędzę dni, pokazując ci techniki, których nauczyłem się od ludzi, którzy zrobili z tortur sztukę. – Wielkie słowa jak na kogoś, kogo przewyższam liczebnie. – Rozejrzyj się, Chad.
Policz swoich ludzi. Cisza w radiu. Gregory słuchał, jak Chad próbuje skontaktować się ze strażnikami. – Drużyna druga!
Roberts! Gdzie wy wszyscy, do cholery? – Zostałeś tylko ty – powiedział Gregory do telefonu. – I jeszcze jeden człowiek w chacie.
Za trzydzieści sekund wchodzimy. – My? – Wystarczająco dużo. Gregory się rozłączył i kliknął radio.
– Ian, gotów? – Gotów. Gregory spojrzał na zegarek. Czwarta trzydzieści.
Pomyślał o Paige, bezpiecznej w domu Rebeki, pewnie zastanawiającej się, dlaczego ojciec tak panikował o nieistniejącą awarię gazu. Wkrótce zrozumie, że czasem dobrzy ludzie muszą robić straszne rzeczy, by chronić tych, których kochają. – Ogień – powiedział do radia. Ładunki eksplodowały jednocześnie, wyrywając trzy duże dziury w ścianach.
Gregory i Ian weszli przez dym i gruz, poruszając się z koordynacją operatorów, którzy razem przeczesali setki budynków. Chad Ames za chwilę miał się przekonać, dlaczego Delta Force miała taką reputację. Wewnątrz chaty panował chaos. Ostatni ochroniarz, gdy próbował strzelać w ciemno, dostał dwie kule w klatkę piersiową i upadł – zabójstwo dwieście dziewięćdziesiąt siedem.
Chad Ames przykucnął za przewróconym stołem, w podartym, zakurzonym garniturze. – Chad Ames – powiedział Gregory, a jego głos był zatrważająco spokojny. – Musimy porozmawiać. – Idź do diabła – wycedził Chad, gdy zobaczył ciała swoich ludzi.
– Jezu, kim ty jesteś? – Jestem człowiekiem, którego córce groziłeś. Były operator Delta Force z trzystoma potwierdzonymi zabójstwami. Cóż, dwieście dziewięćdziesiąt siedem.
Liczę na to, że ty i twoi ludzie pomożecie mi dobić do ładnej okrągłej liczby. – Nie masz pojęcia, w co się wpakowałeś – syknął Chad. – Mam wspólników, ludzi, którym się to nie spodoba. – Gdzie jest moja córka?
– Bezpieczna. Na razie. Gregory strzelił mu w lewe ramię. Tłumiony pistolet wydał z siebie metaliczny kaszel.
Chad zawył z bólu. – Zła odpowiedź. Gdzie jest moja córka? – Nie wiem!
To nie bolało tak… Gregory podszedł bliżej, celując w rzepkę. – Mogę to ciągnąć przez kilka dni. Albo powiesz mi, co chcę wiedzieć, i umrzesz szybko.
Chad pobladł z bólu i utraty krwi, ale zdołał wydusić gorzki śmiech. – Naprawdę nie rozumiesz? Twoja córka nigdy nie była w niebezpieczeństwie. Nigdy nawet jej nie dotknęliśmy.
Słowa uderzyły w Gregory’ego jak fizyczny cios. – Co? – To był blef. Psychologiczna wojna.
Zbadaliśmy cię, znaleźliśmy twoją słabość i naciskaliśmy. Nigdy nie dotknęliśmy twojej małej księżniczki. Ian zbliżył się. – Kłamie.
– Serio? Pomyśl, Pratt. Kiedy widziałeś kogoś, kto jej naprawdę groził? Facet w holu szpitala?
Samochód po drugiej stronie ulicy? Zrobiliśmy cię paranoikiem. Pozwoliliśmy, żeby twoja wyobraźnia zrobiła resztę. – Ale Roberts mówił, że na nią patrzy.
– Roberts patrzył na tablicę informacyjną szpitala, ty wygolony draniu. Cała ta analiza to teatr, żebyś znalazł dysk Marshalla. Wściekłość, która napędzała Gregory’ego przez dwa dni, ustąpiła miejsca czemuś innemu: zamętowi, zwątpieniu, strasznej możliwości, że zabił trzech ludzi, by chronić córkę przed zagrożeniem, które nigdy nie istniało. – Udowodnij to – powiedział Gregory.
Chad sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął telefon. Drżącymi rękami wybrał numer. – Halo, Rebeka. Tu Chad Ames.
Pracuję z Gregorym Prattem. Czy mogę rozmawiać z jego córką? Mamy nagły wypadek. Gregory usłyszał zmieszany głos Rebeki, a potem znajomy głos Paige.
– Tato? Coś się stało? Jakiś mężczyzna mówi, że jest nagły wypadek. – Paige, wszystko w porządku?
Ktoś cię niepokoił? Obserwował dom? – Nie, tato. Wszystko dobrze.
Rebeka i ja właśnie szykujemy kolację. O co chodzi? Ręka Gregory’ego zadrżała, gdy odebrał telefon. Po raz pierwszy od czterdziestu ośmiu godzin usłyszał głos córki bez filtra śmiertelnego strachu.
– Nic, córeczko. Fałszywy alarm. Wyjaśnię później. – Tato, przerażasz mnie.
Co się dzieje? – Wszystko dobrze. Kocham cię. Rozłączył się i spojrzał na Chada, który uśmiechał się mimo kuli w ramieniu.
– Rozczarowany? Cała ta święta wściekłość, a twoja anielica nigdy nie była w niebezpieczeństwie. Jak to jest być zabójcą bez powodu? Gregory poczuł, jak coś fundamentalnego zmienia się w jego rozumieniu ostatnich dni.
Zabił ludzi, ale oni nigdy nie zagrozili jego córce. Wykorzystali miłość do niej jako broń. – Po co to wszystko przez dysk? – zapytał.
– Bo dysk zawiera nie tylko dowody zbrodni Blackwater. Zawiera także dowody moich zbrodni. Marshall chciał zniszczyć wszystko, co zbudowałem. – Więc go zabiłeś.
– Kazałem go zabić. I każę zabić ciebie, jeśli będziesz głupi i pozwolisz mi żyć. Ian tymczasem przeszukał chatę i wyłonił się z sypialni, trzymając torbę na laptopa. – Znalazłem.
Marshall ukrył dysk w podrobionej baterii. Gregory wziął torbę. Dowody, które mogły pogrążyć organizację, która zabiła jego przyjaciela. – Co teraz?
– zapytał Ian. Gregory popatrzył na Chada. – Teraz sprawimy, że to się skończy na dobre. – Gregory, jeśli mnie zabijesz, moi wspólnicy…
– Twoi wspólnicy znajdą nową pracę. Organizacje przestępcze nie mszczą poległych przywódców. Zastępują ich. Gregory podniósł broń, po czym zawahał się.
– Powiedz mi jedno. Gdyby moja córka faktycznie stanowiła zagrożenie dla twojego interesu, zabiłbyś ją? Uśmiech Chada nie drgnął. – Bez wahania.
Zabójstwo numer dwieście dziewięćdziesiąt osiem. Dwa dni później Gregory siedział w mieszkaniu nad sklepem i oglądał wiadomości o tragicznej eksplozji w odległej chacie w północnym Michigan. Lokalne władze badały sprawę wybuchu gazu, w którym zginęły cztery osoby, w tym domniemany handlarz bronią Chad Ames. Dysk znaleziony przez Iana trafił do agentki FBI Carol Henry.
W ciągu kilku godzin federalne grupy uderzeniowe przeprowadziły naloty na sześć lokalizacji w trzech stanach. Zadzwonił telefon. Will Clark. – Greg, chciałem cię uprzedzić.
Te radiowozy, które oglądały twoją córkę… Okazało się, że nigdy nie było prawdziwego zagrożenia. Dzwoniący korzystali z zagranicznych serwerów. Zaawansowane rzeczy, ale w gruncie rzeczy to było tylko nękanie.
– Tak podejrzewałem – powiedział Gregory. – I tak dzięki za ochronę. – Nic się nie stało. Wszystko w porządku?
Brzmiałeś wstrząśnięty, kiedy dzwoniłeś. – W porządku, Will. Tylko nadopiekuńczy ojciec. Po rozmowie Gregory pozwolił sobie na chwilę ulgi.
Paige była bezpieczna, zawsze była, i teraz już pozostanie bezpieczna. Ale uldze towarzyszyły inne emocje: poczucie winy wobec zabitych, wątpliwości, czy nie przesadził, i uporczywe pytanie, kim się stał. Przyszedł Ian z kawą i pączkami. – Słyszałeś od agent Henry?
– zapytał Gregory. – Dwadzieścia trzy aresztowania i będzie więcej. Dokumenty z dysku Marshalla wplątały polityków, kontraktorów wojskowych i handlarzy bronią. – Dobrze.
Marshall zasłużył na sprawiedliwość. Ian przyjrzał się przyjacielowi. – Masz wątpliwości co do tego, co zrobiliśmy. – Ci ludzie w chacie nigdy nie skrzywdzili nikogo, kogo kocham.
Groźby były puste. – Groźby poparte historią prawdziwej przemocy. Chad Ames nie blefował o tym, że jest niebezpieczny. Po prostu akurat nie planował skrzywdzić Paige.
To drobna różnica. – To jedyna różnica, która się liczy – odparł Ian. – Greg, ci ludzie zabili co najmniej kilkanaście osób w ciągu pięciu lat. Nie zabiłeś go dla Paige.
Zabiłeś go dla wszystkich. Gregory rozważał te słowa, ale telefon przerwał rozmyślania. Wiadomość od Paige: „Tato, przyjeżdżam na kolację. Musimy porozmawiać o tym tygodniu”.
Wieczorem, gdy Paige siedziała przy kuchennym stole, Gregory zdecydował się powiedzieć jej prawdę. – Ktoś groził mi, żeby dostać się do ciebie. Chcieli informacji o moim zmarłym przyjacielu. Zadbaliśmy o to, żeby zagrożenie zniknęło.
– Jakie zagrożenie? – Trwałe. Paige patrzyła na ojca dłuższą chwilę. – Skrzywdziłeś kogoś, tato?
– Tak. – Zabiłeś kogoś? – Tak. Zapadła cisza.
– Żałujesz tego? – Żałuję, że to było konieczne. Nie żałuję, że cię chroniłem. – Ilu?
– Czterech. Cisza. Gregory czekał na wyrok córki, przygotowany na gniew, wstręt czy strach. Zamiast tego Paige sięgnęła przez stół i wzięła go za rękę.
– Tato, widziałam, co źli ludzie robią niewinnym ofiarom. Nie lubię przemocy, ale rozumiem, że czasem to jedyny język, jakim mówią źli ludzie. – Nie boisz się mnie? – Boję się o ciebie.
To duża różnica. Siedzieli razem w ciszy. – Jedno pytanie – powiedziała Paige. – Czy to już koniec?
Gregory pomyślał o nalotach FBI, o aresztowaniach, o rozbitej organizacji. – Koniec. Ale nawet gdy to mówił, zastanawiał się, czy tak naprawdę kiedykolwiek jest koniec. Ludzie jak Chad Ames nie działali w próżni.
Byli częścią większych sieci, ciemniejszych konspiracji. Ale na razie jego córka była bezpieczna, jego przyjaciel doczekał się sprawiedliwości, a Gregory Pratt mógł wrócić do swojego cichego życia osiedlowego rzeźnika. Przynajmniej do czasu, aż ktoś znów zagrozi jego rodzinie. Trzy tygodnie później, kiedy Gregory zamykał sklep, przed budynkiem zatrzymał się znajomy czarny SUV.
Z auta wysiadła kobieta w drogim garniturze i skierowała się wprost do drzwi. Była atrakcyjna w wyrachowany sposób, zaprojektowany tak, by rozbrajać, a jednocześnie ukrywać drapieżnika. Dzwonek zadzwonił, gdy weszła. – Panie Pratt, nazywam się Samantha McConnell.
Reprezentuję interesy, które ucierpiały w wyniku ostatnich wydarzeń w Michigan. – Sklep zamknięty. – Nie przyszłam kupić mięsa. Przyszłam, bo zabił pan człowieka, który był winien moim pracodawcom mnóstwo pieniędzy.
Gregory spojrzał na nią. – Chad Ames pożyczył piętnaście milionów dolarów. Kiedy umarł, dług przeszedł na tego, kto odziedziczył jego aktywa. – Nie odziedziczyłem nic oprócz spokoju ducha.
– Odziedziczył pan jego problemy, wraz z przyjacielem Ianem Davidsonem, który pomógł panu wyeliminować jego organizację. – Czego pani chce? – Piętnastu milionów dolarów albo równowartości w usługach. – Usługach?
– Moi pracodawcy czasem potrzebują eliminacji pewnych osób, które przeszkadzają w interesach. Pana przeszłość w wojsku sugeruje, że byłby pan w tym skuteczny. – Jestem na emeryturze. – Ostatnie wydarzenia w Michigan sugerują co innego.
Samantha położyła na ladzie kopertę. – Szczegóły w środku. Ma pan czterdzieści osiem godzin na decyzję. – Odwróciła się w drzwiach.
– I proszę nie próbować kontaktować się z agent Henry ani detektywem Clarkiem. Moi pracodawcy mają wpływy w federalnych organach ścigania. Kiedy wyszła, Gregory otworzył kopertę. Trzy zdjęcia, trzy teczki, trzej ludzie.
Pierwszy to Ricky Erickson, były współpracownik Marshalla, który przeżył naloty FBI i miał zeznawać przeciwko byłym pracodawcom. Drugi to dziennikarz Floyd Duke, badający powiązania firm wojskowych z handlarzami broni. Trzeci to prokurator Peter Pope, budujący sprawę przeciwko międzynarodowemu praniu pieniędzy. Wszyscy trzej próbowali ujawnić lub ścigać ten sam typ przestępczej działalności, którą reprezentował Chad Ames.
Wszyscy trzej prawdopodobnie byli dobrymi ludźmi. Zadzwonił telefon. Ian. – Greg, mamy problem.
Kobieta o nazwisku Samantha McConnell właśnie odwiedziła mnie w Los Angeles. Ta sama oferta. – Była też u mnie. – Nie możesz się na to zgodzić.
– Nie zamierzam zabijać niewinnych ludzi, żeby spłacić dług zmarłego. – Gregory popatrzył na zdjęcia. – Musimy to zakończyć na stałe. – Co masz na myśli?
– To samo co w Michigan, tylko tym razem idziemy do źródła. McConnell pracuje dla kogoś. Znajdziemy, kto to jest, wyeliminujemy zagrożenie i zakończymy ten cykl. Po rozmowie Gregory zadzwonił do Paige.
– Paige, musisz przedłużyć pobyt u Rebeki. – Tato, siedzę tu trzy tygodnie. Mam własne mieszkanie i życie. – Ktoś znów groził.
Inni ludzie, ta sama sytuacja. – Jak długo? – Dopóki się nie skończy. – A jak to skończysz?
– Tak jak poprzednio. Cisza. – Tato, muszę cię o coś zapytać i chcę szczerej odpowiedzi. Czy stajesz się kimś, kto rozwiązuje problemy, zabijając ludzi?
Pytanie przecięło Gregory’ego głębiej, niż się spodziewał. – Nie wiem, córeczko. Mam nadzieję, że nie. – Bo jeśli tak, muszę o tym wiedzieć.
Nie mogę patrzeć, jak mój ojciec staje się kimś takim, z kim walczy. – Nie dopuszczę do tego. Obiecuję. Ale nawet gdy składał obietnicę, Gregory zastanawiał się, czy nie jest już za późno.
Czterech zabitych w Michigan, trzech kolejnych w kopercie i rosnąca lista wrogów. Może Paige miała rację. A może świat potrzebował ludzi gotowych ubrudzić sobie ręce, by chronić niewinnych. Czas pokaże.
Przez dwa dni Gregory i Ian badali Samanthę McConnell. Odkryli, że pracuje dla konsorcjum międzynarodowych przestępców specjalizujących się w eliminowaniu świadków. Organizacja była mniejsza, ale bardziej rozproszona niż imperium Chada. Sześciu członków, wszyscy byli funkcjonariusze wywiadu, działających jak zarząd korporacji.
– Nie mają stałej bazy – relacjonował Ian. – Spotykają się w różnych miejscach, komunikują przez szyfrowane kanały. – Co, jeśli nie musimy eliminować wszystkich sześciu? Co, jeśli wystarczy pokazać im, że ściganie nas kosztuje więcej, niż warte jest piętnastu milionów długu?
– Chcesz ich zmusić, żeby odpisali to jako złą inwestycję? – Dokładnie. Przestępcy to w gruncie rzeczy biznesmeni. Rozmowę przerwał telefon.
Samantha McConnell. – Panie Pratt, rozważył pan naszą ofertę? – Tak. Odmawiam.
– Przykro mi. W takim razie dług zostanie ściągnięty innymi środkami. Na przykład z polisy na życie pańskiej córki. Paige Arnold ma polisę na pięćset tysięcy dolarów.
Pańska jest warta dwa miliony. – Grozisz mi zabójstwem za pieniądze z ubezpieczenia? – Tłumaczę podstawową ekonomię. Piętnaście milionów to znacząca suma.
– Pani właśnie popełniła poważny błąd. – Doprawdy? – Groziłaś córce niewłaściwego człowieka drugi raz w miesiącu. Pierwsi ludzie, którzy to zrobili, nie żyją.
– Zabił pan czterech ludzi w odległej chacie. Imponujące, ale mało skalowalne. – Chad Ames też tak myślał. Rozłączył się i przełączył na Iana.
– Zmiana planów. Polujemy na nich wszystkich. – Greg, to sześciu profesjonalnych zabójców w różnych krajach. – W takim razie lepiej zacznijmy.
Nagle zadzwonił telefon. Paige. – Tato, jest tu jakaś kobieta. Mówi, że muszę z tobą porozmawiać.
Weszła razem z Rebeką. – Nie wpuszczaj jej – rzucił Gregory. – Nie wpuszczaj jej! – Jest już w środku.
– Daj jej telefon. W słuchawce rozległ się spokojny głos Samanthy. – Witaj, panie Pratt. Pomyślałam, że może pan zmieni zdanie, jeśli stawka stanie się bardziej natychmiastowa.
Pańska córka to urocza młoda kobieta. Opowiadała mi o swojej pracy w szpitalu. – Czego chcesz? – Tego samego co wczoraj.
Pańskich usług w zamian za umorzenie długu. Tyle że teraz ma pan dodatkową motywację. Proszę wykonać pierwsze zadanie z koperty. Ricky Erickson ma zeznawać w przyszłym tygodniu.
Kiedy umrze, uwolnię pańską córkę. – A jeśli odmówię? – Wtedy Paige stanie się przykładem, którym zmotywuję pańskiego przyjaciela Davidsona. Połączenie się zakończyło.
Gregory natychmiast zadzwonił do Iana. – Mają Paige. – Jezu. Gdzie?
– Nie wiem. Chcą, żebym zabił Ricky’ego Ericksona jako dowód współpracy. – Greg, Erickson jest pod ochroną federalną, kluczowym świadkiem w procesie Blackwater. – Wiem, kim jest.
I wiem, kim jest Paige. Cisza. – Jest inny sposób. Co, jeśli sfingujemy śmierć Ericksona?
Sprawimy, że będzie wyglądało na eliminację, ale tak naprawdę wyciągniemy go w bezpieczne miejsce. – To musi być perfekcyjne. Ci ludzie są profesjonalistami. – Mam kontakty w ochronie świadków.
Mogą zniknąć tak, że nawet wspólnicy Samanthy uwierzą, że nie żyje. – Załatw to. A jeśli się nie uda, plan B. Znajdziemy, gdzie trzymają Paige, i odbijemy ją siłą.
– Nie pójdzie źle. Uratujemy ich oboje. Przez następnych sześć godzin Gregory przygotowywał się do czegoś, co miało być jego ostatnią misją. Ciche życie osiedlowego rzeźnika było skończone.
Czas przypomnieć światu, dlaczego operatorzy Delta Force byli najgroźniejszymi żołnierzami na planecie. Jego licznik wynosił dwieście dziewięćdziesiąt osiem do przodu. Jutro ta liczba miała być znacznie wyższa. Sześć miesięcy później Gregory zamknął sklep mięsny po raz ostatni, wieszając w oknie tabliczkę „Sprzedane”.
Nowy właściciel, młody Włoch imieniem Tony, obiecał utrzymać reputację zakładu. Paige stała obok, patrząc, jak ojciec zamyka drzwi na pięć lat cywilnego życia. – Żałujesz czegoś? – zapytała.
– Tylko tego, że tyle czasu zajęło mi zrozumienie, że nie nadaję się do emerytury. Operacja ratowania Ricky’ego Ericksona zadziałała perfekcyjnie. Kontakty Iana przeniosły go do nowej tożsamości w Australii, a wystawione zdjęcia z miejsca zbrodni przekonały organizację Samanthy, że ich żądanie zostało spełnione. Czego się nie spodziewali, to następnego ruchu Gregory’ego.
Zamiast czekać na kolejne zadanie, Gregory i Ian ruszyli na polowanie. W ciągu czterech miesięcy, korzystając z informacji zdobytych podczas operacji Ericksona, wytropili wszystkich sześciu członków konsorcjum. Niektórzy zginęli cicho w pozornych wypadkach. Inni po prostu zniknęli.
Sama Samantha McConnell zginęła w zamachu bombowym w Pradze. Wiadomość dla każdego, kto rozważałby grożenie rodzinie Gregory’ego. Ostateczny bilans: dwanaście dodatkowych zabójstw, co podniosło licznik do trzystu dziesięciu. – Więc co dalej?
– zapytała Paige, gdy szli w stronę ciężarówki. – Ian i ja zakładamy firmę konsultingową. Usługi bezpieczeństwa dla ludzi w trudnych sytuacjach. – Czyli dla ludzi z problemami, których nie da się rozwiązać legalnymi metodami.
– Dla ludzi, którzy potrzebują pomocy, jaką może zaoferować tylko ktoś o naszych szczególnych umiejętnościach. Paige przyjrzała się twarzy ojca. W ciągu ostatnich miesięcy obserwowała, jak znów staje się żołnierzem, którym zawsze był pod powierzchnią. Zmiana nie była całkiem negatywna.
Wydawał się bardziej spokojny, bardziej autentyczny niż przez lata. – I akceptujesz takie życie? – Akceptuję to, że znów jestem do czegoś przydatny. Przez pięć lat próbowałem być kimś, kim nie jestem.
Teraz wracam do bycia tym, kim jestem. Podeszli do ciężarówki, gdzie czekał Ian z torbą i telefonem satelitarnym. – Gotowy? – Gotowy.
Gregory odwrócił się do córki. – Paige, chcę, żebyś wiedziała… – Tato, przestań. Rozumiem.
Nie jesteś rzeźnikiem, który był żołnierzem. Jesteś żołnierzem, który próbował być rzeźnikiem. Nie ma nic złego w zaakceptowaniu tego, kim się jest. Gregory przytulił córkę, wiedząc, że miną miesiące, zanim ją zobaczy.
Praca, którą mieli wykonywać, nie pozwalała na częste wizyty rodzinne. – Kocham cię, córeczko. – Ja ciebie też. Staraj się nie zabijać nikogo, kto na to nie zasługuje.
– Postaram się. Kiedy Gregory i Ian odjeżdżali, kierując się na pierwszy oficjalny kontrakt, Gregory poczuł coś, czego nie doświadczył od pięciu lat: poczucie celu. Świat był pełen drapieżników, którzy zagrażali niewinnym, a większości z nich nie można było powstrzymać legalnymi środkami. Ale można ich było powstrzymać.
Gregory Pratt, były operator Delta Force, były rzeźnik i obecny rozwiązywacz problemów, wracał do pracy. Niektóre problemy wymagają skalpela, inne tasaka, a Gregory Pratt był ekspertem w obu.