Córka nie wróciła z pierwszej randki, a prawdę znał mój syn

Córka nie wróciła z pierwszej randki, a prawdę znał mój syn

Prawie dziewięć miesięcy po zaginięciu Oli znalazłam jej biały trampek pod łóżkiem mojego syna. Był owinięty w starą szarą bluzę Bartka i wsunięty za pudło z zimowymi butami. Poznałam go po małym niebieskim kółku narysowanym długopisem przy pięcie.

Usiadłam na dywanie i przez chwilę obracałam but w dłoniach. Mam pięćdziesiąt dwa lata i do tamtego popołudnia uważałam, że nawet jeśli nie rozumiem wszystkich decyzji moich dzieci, przynajmniej wiem, kiedy czegoś się boją. Obok trampka znalazłam kopertę zaadresowaną do Bartka.

Nie otworzyłam jej od razu.

Wstałam, zaniosłam wszystko do kuchni i nastawiłam wodę na herbatę. Na stole leżały rachunki, klucze Piotra i ulotka z osiedlowej apteki. Potrzebowałam, żeby przez chwilę nic w tym pomieszczeniu się nie zmieniało.

Ola zniknęła w maju. Miała osiemnaście lat i tego wieczoru pierwszy raz umówiła się sama z Kamilem, chłopakiem, którego znała ze szkoły. Jeszcze przed wyjściem trzy razy zmieniała bluzkę, stojąc przed lustrem w przedpokoju naszego mieszkania w bloku.

Bartek siedział przy stole z zeszytem do matematyki.

— Tylko nie wracaj bez drożdżówki — rzucił.

— Z czekoladą?

— Innej nie uznaję.

Ola przewróciła oczami, ale się uśmiechnęła. Później wiele razy wracałam pamięcią do tamtej chwili. Bartek prawie na nią nie patrzył.

Telefon zadzwonił kilka minut po dziewiątej, kiedy zmywałam talerze po kolacji. Odebrałam mokrą ręką, przekonana, że Ola chce przesunąć godzinę powrotu.

— Dobry wieczór, pani Marto. Tu Kamil. Czy Ola jest w domu?

Spojrzałam na zegar nad lodówką.

— Jak to w domu? Przecież wyszła do ciebie.

Powiedział, że czekał przy kawiarni koło rynku prawie godzinę. Ola nie przyszła i nie odbierała. Piotr od razu wziął samochód i objechał trasę od naszego osiedla do centrum. Ja dzwoniłam do jej koleżanek. O jedenastej byliśmy już na komisariacie.

Kamil też przyszedł. Pokazał wiadomości, w których ustalali spotkanie. Monitoring z kawiarni potwierdził, że siedział tam długo. Policja sprawdzała dworzec, kamery, znajomych i miejsca, w których Ola mogła się pojawić. Na przystankach wisiały jej zdjęcia.

Kamil pomagał je rozwieszać. Przynosił nam zakupy, czasem siadał z Piotrem w kuchni i milczał nad herbatą. Dzwonił prawie co niedzielę, pytając, czy policja ma coś nowego.

Tylko Bartek coraz bardziej się od nas odsuwał.

Przestał chodzić na treningi. Gorzej spał, jadł w swoim pokoju i zamykał drzwi, kiedy słyszał moje kroki. Zabierałam go do psychologa, ale po każdej wizycie mówił, że nie ma o czym rozmawiać. Myślałam, że przeżywa zaginięcie siostry po swojemu.

Po trzech tygodniach policjant prowadzący sprawę przypomniał nam, że Ola jest pełnoletnia i mogła odejść z własnej woli. Nie znaleziono śladów wypadku ani przemocy. Poszukiwania trwały, ale z czasem telefony przychodziły coraz rzadziej.

Miesiące mijały. Kurtka Oli nadal wisiała w przedpokoju, kosmetyki stały w łazience, a jej kubek z wyszczerbionym uchem zajmował miejsce w szafce. Nie potrafiłam go schować.

Tamtego dnia, kiedy znalazłam trampek, otworzyłam w końcu kopertę.

„Bartek, jestem bezpieczna. Nie mów mamie, gdzie jestem. Proszę. Kamil nie może się dowiedzieć. Ciocia Renata mi pomaga. Odezwę się, kiedy będę mogła.”

List był napisany osiem miesięcy wcześniej.

Położyłam kartkę obok buta i czekałam, aż Bartek wróci z technikum. Kiedy wszedł do mieszkania, rzucił plecak przy drzwiach. Zobaczył stół i zatrzymał się przy kuchennym progu.

— Gdzie ona jest? — zapytałam.

Usiadł naprzeciwko mnie. Przez dłuższą chwilę skubał nitkę przy rękawie.

— U cioci Renaty. Pod Toruniem.

Renata była moją starszą siostrą. Od pogrzebu ojca prawie się nie odzywałyśmy. Pokłóciłyśmy się o sprzedaż działki po rodzicach i o kilka zdań wypowiedzianych wtedy za ostro.

— Od początku wiedziałeś?

— Nie wszystko.

Kilka dni przed randką Bartek zobaczył na telefonie Kamila wiadomości z grupy kolegów. Kamil chwalił się, że „w końcu przekona” Olę, nawet jeśli będzie chciała wracać. Bartek zrobił zdjęcia ekranu i pokazał siostrze.

Najpierw mu nie uwierzyła. Powiedziała, że zawsze był do Kamila uprzedzony. Potem jednak ustalili, że jeśli poczuje się zagrożona, zadzwoni do brata.

Do kawiarni w ogóle nie dotarła. Kamil napisał jej wcześniej, żeby spotkali się przy bocznej ulicy, bo ma dla niej niespodziankę. Gdy zaczął nalegać, żeby pojechała z nim samochodem kolegi za miasto, odmówiła i odeszła. Z telefonu starszej kobiety na przystanku zadzwoniła do Bartka.

— I nie przyprowadziłeś jej do domu?

Spuścił głowę.

— Nie chciała. Bała się, że mu nie uwierzymy. Mówiła, że wszyscy go lubią. Zadzwoniłem do cioci Renaty.

Renata przyjechała jeszcze tej nocy. Miała zabrać Olę na kilka dni, dopóki ta nie zdecyduje, co zrobić. Kilka dni zamieniło się w miesiące. Siostra namówiła ją na konsultację w ośrodku interwencji kryzysowej i rozmowę z prawnikiem. Ola nie chciała wracać, bo Kamil regularnie bywał u nas i wypytywał o każdy telefon od policji.

— Dlaczego nie powiedziałeś funkcjonariuszowi? — zapytałam.

— Powinienem. Bałem się, że Ola już nigdy mi nie zaufa.

Byłam wściekła na niego, Renatę, Olę i siebie. Przez tyle miesięcy robiłam Kamilowi kawę i słuchałam, jak mówi, że też za nią tęskni.

Wieczorem zadzwoniłam do siostry.

Nie powiedziała „przepraszam”. Ja też nie.

— Ona jest obok?

Po chwili usłyszałam głos Oli.

— Mamo?

Następnego dnia pojechaliśmy z Bartkiem pod Toruń. Piotr został w domu, bo Ola poprosiła, żeby pierwsze spotkanie było spokojne. Otworzyła nam drzwi w starym swetrze, który kiedyś zabierała mi z szafy. Miała krótsze włosy i wyglądała na starszą, niż zapamiętałam.

Nie rzuciłam jej się na szyję. Najpierw dotknęłam jej ramienia, jakbym sprawdzała, czy naprawdę stoi przede mną.

— Chodźcie, herbata stygnie — powiedziała Renata z kuchni.

Usiedliśmy przy stole. Ola opowiedziała wszystko po kawałku. Pokazała zachowane wiadomości Kamila, notatki z konsultacji i zapis rozmów. Dwa dni później pojechaliśmy razem na komisariat. Bartek oddał zrzuty ekranu, które trzymał na starym pendrivie.

Sprawa nie skończyła się szybko. W domu też nic nie wróciło od razu na dawne miejsce.

Kilka tygodni później Ola przyjechała po część swoich rzeczy. W kuchni zobaczyła papierową torbę z piekarni. Wyjęła z niej drożdżówkę z czekoladą i położyła przed Bartkiem.

— Trochę późno — powiedziała.

Bartek kiwnął głową, przełamał drożdżówkę na pół i jedną część przesunął w jej stronę.