Eduardo Bianchi potrzasnął głową, patrząc na swojego przyjaciela. Przez trzydzieści dwa lata życia przywykł do tego, że kobiety robiły wszystko, by zwrócić jego uwagę. Ale ta jedna, ta drobna projektantka wnętrz, którą poznał tego ranka, odważyła się odmówić mu kolacji. Wprost w twarz.

– Kto ona myśli, że jest? – warknął, nalewając sobie kolejną szklankę whisky. Lorenzo Rossi, jego najlepszy przyjaciel, zaśmiał się cicho. – Ktoś, kto nie chce mieszać biznesu z życiem prywatnym.
To chyba jasne. Eduardo zmrużył oczy. W tym spojrzeniu było coś więcej niż tylko urażona duma. Była tam fascynacja.
Giulia Ferrari patrzyła na niego bez cienia strachu czy pochlebstwa. Była inna. I właśnie dlatego stała się dla niego wyzwaniem. – Postawię tysiąc euro, że za pół roku będzie nosić moje nazwisko – powiedział nagle, a w jego głosie zabrzmiała pewność siebie, która zawsze działała na kobiety.
– Oszalałeś? – Lorenzo zakrztusił się drinkiem. – Naprawdę zamierzasz się z nią ożenić? – To tylko gra – odparł Eduardo, choć w jego głosie pojawił się ledwo zauważalny cień wahania.
– Tylko gra. Giulia Ferrari w tym samym czasie zwierzała się przyjaciółce Robercie ze swojego spotkania z magnatem. – Ten człowiek jest nie do zniesienia. Arogancki, przemądrzały i śmiesznie przystojny – westchnęła, opadając na kanapę.
– Dlaczego najgorsi faceci zawsze są najatrakcyjniejsi? – Może powinnaś była pójść na tę kolację – zaproponowała Roberta. – Odrobina zabawy nie zaszkodzi. Giulia spoważniała.
– Nie zamierzam powtórzyć losu mojej matki. Tacy jak on nie widzą w kobietach ludzi. Widzą trofea. Następnego dnia dostała oficjalną propozycję poprowadzenia renowacji willi Eduardo nad jeziorem Como.
Przez chwilę zastanawiała się, czy to nie kolejna próba zbliżenia się do niej. Roberta przekonywała, że to czysto zawodowa szansa. Giulia w końcu zgodziła się spotkać z Eduardo w willi, choć sama przed sobą musiała przyznać, że serce biło jej szybciej, niż by chciała. Eduardo pokazał jej cały dom, opowiadając o nim z autentycznym zaangażowaniem.
Giulia musiała przyznać, że to ją zaskoczyło. – Naprawdę zależy ci na tym miejscu? – zapytała. – To jedyne miejsce, w którym pamiętam, kim byłem, zanim stałem się tym, kim jestem teraz – odpowiedział.
Wtedy po raz pierwszy zobaczyła za jego wypolerowaną fasadą coś prawdziwego. Zgodziła się na projekt, ale postawiła twarde warunki. – Żadnych osobistych zaproszeń. Żadnych gestów wykraczających poza profesjonalizm.
– Umowa stoi – uśmiechnął się Eduardo. Przez kolejne tygodnie spotykali się w willi. Eduardo zasypywał ją komplementami, przysyłał kwiaty całemu jej zespołowi, organizował lunchów w ogrodzie. Ale trzymał się jej zasad.
Aż do tej deszczowej nocy, gdy oboje zmokli do suchej nitki i pobiegli do środka, śmiejąc się jak nastolatki. Stali w kuchni, ociekający wodą, gdy nagle zrobiło się cicho. Eduardo podszedł bliżej. – Ty się rzadko uśmiechasz – powiedział.
– Ty masz za dużo do powiedzenia – odparła. – Potrafię milczeć, jeśli trzeba. Ich usta spotkały się w pocałunku, który był jak wyładowanie napięcia z wielu tygodni. Kiedy się od siebie oderwali, oboje brakowało tchu.
– To nie powinno się wydarzyć – wyszeptała. – Ale się wydarzyło, bo jest prawdziwe. Ona nie odpowiedziała. Wzięła torebkę i wyszła.
Następnego ranka Eduardo znalazł w szufladzie biurka kartonową teczkę, której tam nie kładł. Były w niej plany siedziby Bianchi Global, analizy finansowe i materiały z logo De Luca e Marini, jego głównego konkurenta. Przy jednym z dokumentów widniały odręczne notatki. Pismo należało do Giulia.
Serce zamarło mu w piersi. W głowie eksplodowała myśl: szpiegowała dla konkurencji, a pocałunek był tylko częścią planu. Od tamtej chwili Eduardo zaczął grać inaczej. Udawał, że wszystko jest w porządku, ale w jego zachowaniu pojawił się chłód.
Nie odpowiadał na jej żarty, unikał kontaktu wzrokowego, a na spotkaniach był oschły. Giulia czuła, że coś się zmieniło, ale nie wiedziała co. Prosiła Roberty o radę, ale nie miała pojęcia, że w willi Eduardo przygląda jej się jak potencjalnemu wrogowi. Nawet wynajął prywatnego detektywa.
Ten po kilku dniach dostarczył raport: Giulia Ferrari nie miała żadnych powiązań z konkurencją. Wręcz przeciwnie, dwa razy odrzuciła ich oferty. A teczka, którą Eduardo znalazł, była częścią jej sekretnego projektu – chciała przygotować dla niego prezentację, porównującą jego firmę z konkurencją, jako hołd dla jego sukcesu. Eduardo poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg.
Wszystko, co jej zrobił – chłód, podejrzenia, oskarżenia – było całkowicie niezasłużone. Postanowił naprawić to, co się dało. Zaprosił Giulię do willi. Weszła do środka i zamarła.
Cała podłoga w salonie była pokryta białymi kwiatami. Na środku stał Eduardo, ubrany w ciemnoniebieską koszulę, z wyrazem twarzy, który nie pasował do bezwzględnego magnata. Był tam ktoś bezbronny. – Przepraszam – powiedział.
– Za to, że w ciebie wątpiłem. Za to, że pozwoliłem strachowi rządzić sobą zamiast prawdy. Giulia milczała, a on wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko i uklęknął. – Wiem, że nasz początek był pełen hałasu, nieufności i dumy.
Ale wiem też, że nigdy nie czułem tego, co czuję przy tobie. Chcę, żebyś została moją żoną. Nie dlatego, że cię zdobyłem, ale dlatego, że chcę, żebyś wybrała mnie każdego dnia. Giulia patrzyła na pierścionek.
Po długiej chwili podeszła i wzięła jego dłoń. – Jeśli powiem tak, wszystko się zmieni. – Będzie lepiej – obiecał. Szepnęła ciche „tak”, a zza zasłony wyszli Roberta i Lorenzo, którzy przez cały czas obserwowali tę scenę.
Lorenzo sapnął z ulgą, a Roberta westchnęła. Kilka dni później Eduardo ogłosił zaręczyny na konferencji prasowej, czym wprawił w osłupienie rodzinę, media i całe Włochy. Matka Eduardo, Margherita, oraz jego brat Brando patrzyli na Giulię z chłodną rezerwą. Była tylko projektantką, obcą osobą, która wdarła się do ich świata.
– Nie żenię się z akcjami – uciął Eduardo. – Żenię się z kobietą. Preparaty ślubne ruszyły z impetem, ale Giulia wkrótce poczuła, że świat ją przytłacza. W końcu powiedziała Eduardo, że potrzebuje oddechu.
Zwolnił, wybrał mniejszą ceremonię, tylko stu gości. Ślub odbył się o zachodzie słońca na klifie nad Morzem Tyrreńskim. Prosto, wzruszająco, tylko dla nich. Na miesiąc miodowy polecieli na Sardynię.
Willa na wodzie, turkusowe laguny, kolacje przy świecach. Pierwszej nocy, gdy Eduardo zapalił świece w sypialni, Giulia zatrzymała się w progu. – Muszę ci coś powiedzieć – zaczęła, bawiąc się rąbkiem koszuli nocnej. – Co się dzieje?
– zapytał, czując, że serce mu przyśpiesza. – Never… nie byłam nigdy z nikim. Jestem dziewicą. Eduardo zamrugał ze zdziwieniem.
Ona, taka pewna siebie, piękna i niezależna, nigdy nie miała nikogo? – Obiecałam sobie, że oddam się tylko komuś, kogo będę pewna – dodała cicho. – Moja matka została zraniona przez mężczyzn, którzy tylko ją wykorzystywali. Nie chciałam tego powtórzyć.
– Nie ma w tobie niczego złego – odpowiedział Eduardo, biorąc ją w ramiona. – To coś pięknego. Tej nocy kochali się z szacunkiem i czułością. Gdy zasnęła, Eduardo patrzył na nią i czuł, jak jego serce wypełnia się czymś, czego się nie spodziewał: poczuciem winy.
Wiedział, że wszystko zaczęło się od zakładu i kłamstwa. Wiedział, że powinien jej powiedzieć prawdę. Ale za każdym razem, gdy miał to zrobić, coś go powstrzymywało. Kilka dni później do hotelu przyjechał Davide, były chłopak Giulia.
Zapowiedział, że musi z nią porozmawiać. Gdy Eduardo zobaczył go w hallu, uderzył go, nie zastanawiając się ani chwili. Giulia była wstrząśnięta. – Co się dzieje, Eduardo?
Mówisz, że mnie chronisz, ale czuję, że mnie przed czymś ukrywasz. – Nie ma niczego – skłamał. Ale ona wyczuła kłamstwo. I to bolało bardziej niż jakiekolwiek słowa.
Kilka dni później Giulia przypadkiem usłyszała rozmowę Eduardo z Lorenzo. Stała za rogiem, gdy Lorenzo powiedział: „A zakład? Edoardo, obiecałeś, że poślubisz ją w sześć miesięcy. To była tylko gra, prawda?
”
Świat zamarł. Giulia poczuła, że ziemia osuwa jej się spod nóg. Wszystko – od pierwszego spotkania po ślub – miało być częścią układu. Wróciła do willi, spakowała walizkę i czekała.
– Słyszałam wszystko – powiedziała, gdy Eduardo wszedł. – Giulia, pozwól mi wytłumaczyć…
– Wyjaśnij, jak mnie wykorzystałeś w grze? Jak to wszystko było tylko przedstawieniem? – To się zaczęło jako zakład, ale wszystko się zmieniło, gdy cię poznałem.
Naprawdę cię kocham. – Za późno – odpowiedziała, westchnęła i wyszła. Wróciła do swojej ciotki Eleny na Sycylii, szukając spokoju. I tam odkryła, że jest w ciąży.
Trzy testy potwierdziły to, czego się bała. Była w ciąży z Eduardo, mężczyzną, który ją oszukał. Zdezorientowana i przerażona, ukrywała to przed światem. Aż pewnego dnia Davide przyszedł do jej ciotki, mówiąc, że chce jej pomóc.
– Wiem o ciąży. Mogę być przy tobie i dziecku. Nie musi nawet wiedzieć, że to jego. Giulia wyprosiła go za drzwi.
Nie potrzebowała kolejnych kłamstw. Tydzień później w biurze Eduardo pojawił się Lorenzo z listem od ciotki Eleny. Eduardo przeczytał zdanie: „Giulia jest w ciąży”. Świat stanął w miejscu.
Pojechał na Sycylię. Ciotka wpuściła go do ogrodu, gdzie czekał godzinami. W końcu Giulia wyszła na próg. – Co tu robisz?
– Dowiedziałem się. Chcę ci pomóc. Chcę być przy tobie i przy dziecku. – Okłamałeś mnie – powiedziała cicho.
– Tak. I tego żałuję każdego dnia. Ale nie przestanę cię kochać. Został.
Pomagał w domu, gotował, malował pokój dla dziecka. Codziennie starał się odzyskać jej zaufanie. Powoli, krok po kroku, coś między nimi zaczęło się odradzać. Gdy nadszedł poród, Eduardo trzymał ją za rękę i szeptał słowa wsparcia.
Gdy usłyszał pierwszy płacz syna, opadł na kolana ze łzami w oczach. Po kilku miesiącach wprowadzili się do nowego domu w Marina di Ragusa. Ogłosili drugie, prawdziwe zaślubiny – skromne, w ogrodzie ciotki Eleny, wśród przyjaciół i zapachu lawendy. Podczas pierwszego tańca Giulia zapytała Eduardo, co by zrobił, gdyby mógł cofnąć czas.
– Szedłbym tą samą drogą – odpowiedział. – Nawet z błędami, bólem i upadkami, bo właśnie one nauczyły mnie, czym naprawdę jest miłość. – Ja też – powiedziała, ściskając jego dłoń. – Nawet gdy doprowadzasz mnie do szaleństwa, wybieram ciebie każdego dnia.
I tak, patrząc na śpiącego synka w wózku, oboje wiedzieli, że ta historia wcale nie skończyła się tam, gdzie się zaczęła. Zaczynała się dopiero na dobre.