„Zniszczysz nasze życie, wiesz o tym?” – usłyszałam tuż przy swojej twarzy, gdy korytarz klubu pogrążył się w półmroku. Jeszcze chwilę wcześniej stałam przy barze w zielonej sukni, świadoma…

„Zniszczysz nasze życie, wiesz o tym?” – usłyszałam tuż przy swojej twarzy, gdy korytarz klubu pogrążył się w półmroku. Jeszcze chwilę wcześniej stałam przy barze w zielonej sukni, świadoma...

Kiedy weszłam do tego klubu tamtej nocy, wiedziałam, że przekraczam pewną granicę. Ale Angel Sharman nigdy nie cofała się przed wyzwaniem, a Dorian Esposito był największym wyzwaniem, jakie kiedykolwiek stanęło mi na drodze. Zielone, obcisłe klejnoty spływały po moim ciele jak druga skóra, dekolt sięgał granic przyzwoitości, a świadomość, że on tam będzie, nadawała każdemu mojemu ruchowi pewność, której nie czułam od miesięcy. Henry, mój najlepszy przyjaciel, obserwował mnie z krawędzi łóżka, z rozbawieniem malującym się na jego twarzy.

Thumbnail

Wiedział, co planuję, i chociaż udawał zaniepokojonego, w jego oczach błyszczała czysta ekscytacja. „Dziewczyno, to jest samobójstwo” — powiedział, kręcąc głową, ale uśmiechał się przy tym. „On dostanie zawału, kiedy cię zobaczy”. „O to mi chodzi” — odparłam, poprawiając włosy.

„Jeśli Dorian myśli, że może mnie zignorować tylko dlatego, że jego rodzina zaplanowała mu ślub z inną, to się myli”. Henry przewrócił oczami, ale nie protestował. Wiedział, że nie ma sensu mnie powstrzymywać. Nikt mnie nie powstrzyma, kiedy mam jasny cel.

A moim celem było udowodnić Dorianowi, że to, co między nami jest, to nie jest coś, co można wymazać z powodu jakiegoś mafijnego układu. Nie ma znaczenia, że jego ojciec, że zobowiązania, że wszystko się sprzysięgło przeciwko nam. Byłam gotowa walczyć. Gdy weszłam do klubu, muzyka uderzyła we mnie falą dźwięku i ciepła.

Wiedziałam, gdzie go znajdę, nawet zanim go zobaczyłam. Moje ciało znało jego obecność, zanim mój umysł ją zarejestrował. A potem go zobaczyłam. Dorian Esposito stał po drugiej stronie pomieszczenia, otoczony ludźmi, którzy pragnęli czegoś od niego całego, a mimo to zupełnie samotny.

Na jego widok moje serce zabiło szybciej, a w piersi poczułam to znajome ukłucie czegoś, czego nie potrafiłam nazwać. Miał na sobie idealnie skrojony czarny garnitur, który podkreślał każdą linię jego sylwetki. Ciemne włosy zaczesane do tyłu, oczy o kolorze zimnego oceanu, które niegdyś widziałam na jawie, przesuwały się po tłumie z obojętnością. Wyglądał tak opanowany, tak niedostępny.

A mój umysł natychmiast wypełniły wspomnienia tamtych dni, kiedy widziałam go stojącego w moim salonie, z tym cieniem bólu w oczach, gdy wyznawał mi, że to wszystko, co czuje, nie może się nigdy wydarzyć. To było zaledwie kilka tygodni temu, gdy siedział u mnie, w moim mieszkaniu, wyjaśniając mi, dlaczego musimy się rozstać. Pamiętałam każdy jego wyraz twarzy, kiedy mówił o zobowiązaniach, o bólu i rodzinie, o tym, jak jego narzeczona i on są tylko częścią porozumienia, które jego ojciec podpisał z jakąś inną rodziną. Pamiętałam, jak ściskało mi się serce, gdy mówił, że nie ma wyboru, że to musi się skończyć, i że nie powtórzy się już nigdy między nami.

Ale ja nie mogłam pozwolić temu umrzeć. To, co nas łączyło, było zbyt silne, zbyt namacalne, by można to było pogrzebać z powodu głupiego nazwiska i najstarszej gry, jaką zna świat: posiadania czyjejś lojalności. I dlatego weszłam tamtej nocy. Weszłam i pokazałam mu, że czego nie można zniszczyć, trzeba zmienić.

Zbliżyłam się do baru, świadoma spojrzeń, które za mną podążały. Znalazłam miejsce, z którego doskonale widziałam go w lustrze, gdy zamawiałam drinka. Nie musiałam czekać długo. Dorian był zbyt czujny, by nie wyczuć, że ktoś narusza jego przestrzeń.

Kiedy mnie zauważył, cała muzyka w pomieszczeniu wydała się nagle cichnąć. Jego spojrzenie zatrzymało się na moim odbiciu, wykonało powolny, niewiarygodny powtórny skan od pustej twarzy po krucze włosy i z powrotem. Wiedziałam, co zobaczył. To samo, co widział zawsze.

I niezależnie od tego, jak bardzo się starał, nie potrafił odwrócić wzroku. To była jedna z tych długich, pełnych napięcia chwil. Zsiadłam z baru i skierowałam się w jego stronę. Tłum rozstępował się przede mną jak coś, co nie ma prawa istnieć, ale istnieje.

Dorian stał jak wryty. Kiedy w końcu znalazłam się przed nim, jego szczęka zacisnęła się, a w oczach zobaczyłam dzikie, powstrzymywane emocje, które znałam tak dobrze. „Kochanie, powiedziałeś, że nie możesz rozmawiać” — powiedziałam cicho, tylko dla niego. „Więc przyniosłam coś, co wymaga rozmowy”.

Chwycił mnie za łokieć i poprowadził w zaciemniony korytarz. Jego siła była zimna, w przeciwieństwie do dotyku kogoś, kto rozpada się w środku. Gdy tylko znaleźliśmy się sami, odwrócił się, gotowy wybuchnąć. Ale nie pozwoliłam mu.

Zamiast tego oparłam dłonie na jego piersi, wyczuwając przez koszulę jego przyspieszone serce, które biło teraz wbrew niemu i wszelkim jego postanowieniem. „Nie mów mi, że nie chcesz, żebym tu była. Nie obrażaj mnie ani siebie”. Przez długą chwilę myślałam, że mnie odepchnie.

Zamiast tego przyciągnął mnie do siebie z taką intensywnością, że zderzyłyśmy się o niego, aż zabrakło mi tchu. Jego usta znalazły się na moich, brutalne i pełne desperacji. W pocałunku była cała desperacja całych tych miesięcy, wszystkie sekrety, całe to być może nigdy nie miało prawa się wydarzyć. Był tam ból i było tam także wyraźne, absolutne pragnienie.

„Mylisz się” — wyszeptał, kiedy w końcu odsunął się i jego czoło oparło się o moje, ciężko oddychając. „Mylisz się, bo to się nie dzieje. To, co się wydarzyło między nami, to był błąd”. „Więc pozwól mi popełniać błędy dalej” — odpowiedziałam, a w moim głosie była ta drwiąca, pełna pewności siebie nuta, która zawsze go doprowadzała do szaleństwa.

„Pozwól mi być twoim błędem. W końcu tak dobrze to robię”. Zacisnął na moich biodrach dłoń, pozostawiając po palcach ślady zagrażające siniakom. „Zniszczysz nasze życie, wiesz o tym?

Zniszczysz moją rodzinę, mój cały świat”. „Dobrze” — powiedziałam z przekonaniem, które potrafię obudzić, tylko gdy wracam myślami do stania w tym korytarzu. „Więc mam nadzieję, że zniszczysz mój zmierzch, jeśli ja nie będę twoja. Bo nie będę twoją tajemnicą.

Już nie. Jeżeli muszę być twoją ruiną, to będzie to ruina, z której nie ma powrotu”. Widziałam, jak zmagał się ze sobą w milczeniu, a potem, z determinacją i desperacją, którą tylko ja mogłam z niego wydobyć, spuścił wzrok i szepnął: „Zostań. Zostań, na Boga, kiedy ci mówię, żebyś została”.

Tak się zaczęło to, co nigdy nie miało prawa się wydarzyć. To, co zostało zakazane, napiętnowane przez dwóch mafijnych baronów, którzy potrzebowali sojuszu, a nie miłości. Dorian, dziedzic potężnej rodziny Esposito, był zaręczony z kobietą o imieniu Greta. Ich związek miał przypieczętować układ między dwiema rodzinami, umocnić przyjaźnie, które sięgały pokoleń.

Był to układ, który wydawał się przesądzony. Nikt nie pytał o zdanie Doriana. Z pewnością nikt nie pytał o moje. A jednak wszystko, co zaczęło się jako sprzeciw, jako gra prowokacji i zakazanych spojrzeń, przerodziło się w coś, co wymykało się spod kontroli.

Przez tygodnie spotykaliśmy się w sekrecie. O równe kłamstwa, w przerwach między obowiązkami, w zapomnianych zakamarkach domu, w cieniu wielkich budynków, wśród aury zakazanego owocu, który wszystko pogarszał. Widziałam, jak w nocy budził się obok mnie i patrzył na mnie wzrokiem, który mógł zabijać. Wiedziałam, co oznacza ten wyraz twarzy: on już utonął.

A ja, jego wspólnik w przestępstwie, byłam tą, która do niego dołączyła. Jednak wszystko to miało swoją cenę. Nie można było Oszukiwać dwóch rodzin w nieskończoność. Kiedy Olivia, matka Doriana, zaczęła podejrzewać, że coś jest nie tak, to było tylko kwestią czasu, zanim prawda wyjdzie na jaw.

Pamiętam tę chwilę. W niedzielę, na rodzinnym obiedzie, podczas gdy ja podawałam mu pieczeń, odezwała się z towarzyszami, a w jej głosie była zimna krew. „Doriano, kochanie, moja droga, Greta i ja natknęłyśmy się na taki wspaniały wybór na wesele. Po prostu nie możemy się doczekać, aż podejmiesz decyzję.

Wszystko musi być po prostu idealne, wiesz, dla rodziny”. Napięcie przy stole stało się gęste. Dorian, z miną, którą znałam aż za dobrze, powiedział cicho: „Czy możemy zostawić ten temat, mamo? ”.

Ale ona była nieustępliwa, a myśl, by poruszyć temat ślubu, pasmem zachwytu go przed wszystkimi. „Och, nie bądź taki sztywny, skarbie. Wszyscy tutaj wiedzą, że ta narzeczona to dla nas zaszczyt. Po prostu wszystko musi być doskonałe”.

Kiedy jej wzrok spoczął na mnie, coś mi zamarło w piersi, bo zobaczyłam tam błysk rozpoznania, błysk, który mówił mi, że ona widzi mnie. że wie. „Wiem, że ty i Dorian bardzo się zaprzyjaźniliście” — powiedziała, a w jej słowach zabrzmiała kąśliwość. „Kiedy jesteś młody, zawsze wydaje ci się, że masz czas.

Ale nasze miejsce to jest miejsce obok naszych rodzin, a czas szybko ucieka, gdy zaczynasz robić głupie rzeczy”. Nie odpowiedziałam, ale mój widelec zawisł w połowie drogi do ust. Dorian wyprostował się obok mnie, ale to ostatnie danie do stołu wydawało się być o jedną za dużo. To była pokojowa wojna.

Po tym posiłku nastąpiły miesiące gniewnych kłótni. Narzeczona wiedziała. Rodziny wiedziały. A całe istnienie Doriana zaczęło się kruszyć pod naporem tej prawdy, że nasz sekret był już mniej więcej na zewnątrz, a on musiał wybierać między przysięgą daną ojcu a mną.

Pamiętam, jak przyszedł do mojego mieszkania tubylczej nocy, pośród tej burzy. Nigdy nie widziałam go tak złamanego. I wiem, że to ja sprowadziłam to wszystko na własną głowę. Ale to nie sprawiło, że poczucie winy było łatwiejsze do udźwignięcia.

Zobaczyć go, tego wysokiego mężczyznę, który potrafił wydać rozkazy przekraczające życie i śmierć, z tym skrzywdzonym wzrokiem, wpatrującym się w ziemię, jakby sam był powodem wszystkiego, co złe. „Oni tego nie rozumieją” — powiedział cicho. „Że najważniejsze jest to, że wybrałem Ciebie. Że spośród wszystkich rzeczy, które mogłem mieć na tym świecie… jedyną rzeczą, którą muszę wybrać, jesteś ty”.

„Ale czy powinni? ” — zapytałam, bo musiałam iść dalej. „Twoja matka ma rację. Powinieneś z kimś takim, kto coś robi, ustatkować się”.

Chwycił mnie za ręce. „Przestań” — rozkazał, drżał mu głos. „Przyszedłem tu, bo wybrałem. Wybrałem cię.

Wiem, że to prawda, że ignorujesz mnie tylko wtedy, gdy czasy są trudne. Miałam wszystko przemyślane. Może wszyscy wokół nas myślą, że to był układ polityczny. że to jest po prostu wybór partnera biznesowego.

I wiem, że być może nie powiem tego w dobrym momencie, albo w dobrym świetle, ale powiedziałem to tylko dlatego, że jesteś tym, czego chcę. Tylko ty. ”

Pocałowałam go, bo nie mogłam się powstrzymać. „A Gretę?

” — szepnęłam. „Co z nią? ”. „Powiem jej wprost.

I odwołam to wszystko” — powiedział z pewnością, która była jednocześnie przerażająca i piękna. „Wybiorę ciebie, na przekór całemu światu”. Ta obietnica. To była kropla, która przechyliła szalę, Zniszczyć na rozkaz to się stało.

Spotkał się z Gretą arystokratycznie spokojnie. Widziałam z daleka, bo czekałam na dole kawiarni, jego spokojną twarz, kiedy mówił, jej zaskoczoną, a potem pełną zimnej wściekłości, gdy w końcu zrozumiała. Myślałam, że zareaguje histerycznie, że będzie błagać albo grozić, ale ona po prostu odrzuciła je z powrotem, a w promieniu jednego popołudnia całe życie, które oboje znaliśmy, eksplodowało. Wydziedziczenie to delikatna sprawa.

Nie minęło wiele czasu, zanim ojciec Doriana wezwał go na spotkanie. Kiedy wrócił, był blady. „Wybraniec tamtej rodziny jest po to, aby zatrzymać powiązania, wiesz. „Prawdę mówiąc, stary draniu zrobił wielką scenę z tego powodu” — począł, kręcąc głową.

„Nazywał mnie zdrajcą. Przysięgał, że pozbawi mnie fortuny, jeśli nadal będziesz wplątywał się w nierządy, które wszystko zrujnują. Powiedział, że odetnie mnie, przeniesie wszystko na mojego kuzyna, torturując wszystkich, których kocham, gdybym go nie posłuchał i nie był posłuszny. A wszystko dlatego, że nie chcę spędzić reszty życia z kimś, kogo nie kocham”.

„Możesz mnie zostawić, wiesz” — powiedziałam, a jego wzrok wbił się we mnie. „Mogłabym odejść. I to powinno rozwiązać ten problem”. Nie odpowiedział.

Zamiast tego wyjął pudełko z kieszeni. Wewnątrz, na sprężystym poduszeczce, soczyście zaiskrzył pierścionek. Otworzył wieczko przede mną i wziął mnie za rękę. „Zniszczyłem wszystko, co zbudowałem” — powiedział cicho.

„Mój związek z ojcem. Moje prawo do spadku. Twoje miejsce w tym mieście, z powodu tego, co o tobie powiedział. Nie zrobiłbym tego dla nikogo innego.

Ale ty? Ty nie jesteś nikim innym. Jesteś tym, czego chcę. Wychodzisz za mnie?

Był tak pewny siebie, tak mocny pomimo całego ryzyka, że nie mogłam nic zrobić, tylko powiedzieć tak. I to było otoczone ciosem. Kiedy wypowiedzieliśmy przysięgę kilka tygodni później, w otoczeniu kilku bliskich przyjaciół, którzy odważyli się być na naszym ślubie, z drzwiami i zaryglowanymi oknami, czułam, że robimy coś absolutnie mającego sens, nawet gdy nasze rodziny kruszyły się w tle. To był nasz mały akt buntu.

Zaczynaliśmy nowy rozdział. Jednak życie po ślubie było trudniejsze, niż ktokolwiek mógł przewidzieć. Kochaliśmy się jak szaleni, ale była to miłość, która rozgrywała się w cieniu. Za każdym razem, gdy telefon dzwonił, a to była matka, ojciec, twarz.

Pewnego wieczoru, po wyjątkowo zjadliwej wymianie zdań z ojcem, Dorian położył się obok mnie w łóżku i długo milczał. Zauważyłam, że położył się tak, jakby chciał ze mnie wchłonąć spokój. „Czy ty kiedykolwiek tego żałujesz? ” — zapytałam cicho.

„Że ty i ja? że wybrałeś taką drogę? ”. Odwrócił się i przyciągnął mnie do siebie.

„Nigdy” — powiedział, a to pozornie zwykłe słowo wypowiedziane tak łagodnie byłypotężniejsze niż wszystkie ślubowania. „Mógłbym znieść wszystkie ich gniewy, tysiące razy, gdybym więcej nie zasmakował twojego smaku. Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś znów nas po to rozdzielił. ”

Uwierzyłam mu.

I chociaż strach pozostawał, w jego ramionach, szepty, noc, po którymkolwiek z nas, na nowo staliśmy się czarni, wyznawaliście sobie snami:

Trzymaj się mnie.