Sąd Rejonowy w Nowym Sączu oddalił w całości powództwo Bożeny Kowalczyk, która domagała się unieważnienia testamentu notarialnego swojego zmarłego męża Tadeusza. Sprawa, która miała rozstrzygnąć o losach domu przy ulicy Wierzbowej, zakończyła się fiaskiem dla strony powodowej po tym, jak przed sądem stanęła samodzielnie reprezentująca się córka zmarłego, Renata Kowalczyk. Kluczowym dowodem okazało się nagranie wideo z aktu notarialnego, na którym testator w pełni świadomie wyraża swoją wolę.
Do zdarzenia doszło w czwartek, 14 marca, w sali numer 4 sądu rejonowego. Pozew został złożony zaledwie dwa tygodnie po pogrzebie Tadeusza Kowalczyka, który zmarł w grudniu na nowotwór trzustki. Bożena Kowalczyk, druga żona zmarłego, reprezentowana przez renomowaną kancelarię Malinowski i Wspólnicy z Krakowa, argumentowała, że jej mąż w chwili podpisywania testamentu nie był w pełni świadomy swoich czynów z powodu zaawansowanej choroby i stosowanej farmakoterapii.
Renata Kowalczyk, 27-letnia córka zmarłego z pierwszego małżeństwa, pojawiła się na sali sądowej bez adwokata. Jak ustaliła nasza redakcja, kobieta przez trzy lata pracowała jako asystentka księgowa we Wrocławiu, a po śmierci ojca wzięła bezpłatny urlop, który ostatecznie kosztował ją stanowisko. Mimo to zdecydowała się prowadzić sprawę samodzielnie, opierając się na dokumentach pozostawionych jej przez ojca.
Sędzia Alicja Andrzejewska, która przewodniczyła rozprawie, w swoim ustnym uzasadnieniu wskazała na jednoznaczność przedłożonego materiału dowodowego. Podkreśliła, że opinia neurologiczna doktora Marka Sosińskiego, wystawiona na dwa tygodnie przed podpisaniem testamentu, potwierdza pełną zdolność testatora do podejmowania decyzji prawnych. Co więcej, data opinii poprzedza wdrożenie chemioterapii, co wyklucza wpływ leków na stan świadomości mężczyzny.
Przełomowym momentem rozprawy było jednak odtworzenie nagrania wideo trwającego 47 minut. Na filmie zarejestrowanym w kancelarii notarialnej Henryka Wiśniewskiego widać Tadeusza Kowalczyka w jasnej koszuli, który spokojnie i wyraźnie odpowiada na pytania notariusza. Mężczyzna potwierdza swoją tożsamość, tłumaczy motywy swojej decyzji i zapewnia, że nikt nie wywiera na niego presji.
Jego głos jest silny, a oczy jasne i skupione.
Adwokat strony powodowej, mecenas Tomasz Pawlik, który według nieoficjalnych informacji wygrał wcześniej sześć spraw spadkowych z rzędu, nie był w stanie skutecznie zakwestionować przedstawionych dowodów. Po zapoznaniu się z dokumentacją jego twarz zbladła, a on sam ograniczył się do lakonicznego stwierdzenia, że nie zdążył jeszcze zapoznać się z treścią nagrania. Sędzia Andrzejewska nie dała jednak wiary tym zapewnieniom.
Kluczowym elementem sprawy okazało się również oświadczenie samej Bożeny Kowalczyk, podpisane własnoręcznie w dniu sporządzania testamentu. Kobieta potwierdziła w nim, że jest świadoma treści dokumentu i że nie będzie zgłaszać żadnych roszczeń do nieruchomości przy ulicy Wierzbowej. Dokument ten, poświadczony notarialnie, skutecznie wykluczył możliwość podważenia ostatniej woli zmarłego.
Jak ustaliła nasza redakcja, Tadeusz Kowalczyk przygotowywał się do tej walki przez wiele miesięcy. Były pracownik huty, owdowiały gdy jego córka miała 11 lat, przez 16 lat samotnie wychowywał Renatę. Poznał Bożenę Marchewkę w parafii Świętego Kazimierza i ożenił się z nią w maju, trzy lata przed śmiercią.
Sąsiedzi opisują go jako człowieka spokojnego i metodycznego, który doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co dzieje się w jego własnym domu.
Lucjan Mordarski, 72-letni sąsiad i wieloletni przyjaciel rodziny, zeznał przed sądem, że towarzyszył Tadeuszowi w wizycie u notariusza. W rozmowie z naszą redakcją potwierdził, że zmarły był tego dnia w pełni sił i żartował nawet z mecenasem Wiśniewskim o pogodzie. Mordarski podpisał się jako świadek czynności notarialnej, a jego zeznania dodatkowo ugruntowały pozycję córki zmarłego.
Bożena Kowalczyk po ogłoszeniu wyroku opuściła salę bez słowa komentarza. Towarzysząca jej córka, Klaudia Marchewka, stylistka wnętrz z Krakowa, odmówiła odpowiedzi na pytania dziennikarzy. Mecenas Pawlik poinformował jedynie, że rozważa złożenie apelacji, jednak zdaniem ekspertów, na których powołuje się nasza redakcja, szanse na odwrócenie decyzji sądu są znikome ze względu na siłę zgromadzonego materiału dowodowego.
Renata Kowalczyk po rozprawie usiadła na ławce przed budynkiem sądu, trzymając w rękach brązową teczkę z inicjałami ojca. Jak sama przyznała w rozmowie z naszą reporterką, przez ostatnie miesiące przygotowywała się do tej sprawy, czytając książki o prawie spadkowym i analizując każdy dokument pozostawiony jej przez ojca. Kobieta podkreśliła, że najważniejsza była dla niej pamięć o ojcu i jego ostatnia wola.
Dom przy ulicy Wierzbowej, który był przedmiotem sporu, ma dla Renaty Kowalczyk wartość symboliczną. To tam spędziła dzieciństwo, tam jadła piątkowe pierogi z kapustą i grzybami przygotowywane przez ojca, i tam wróciła, gdy ten zachorował. Jak mówią sąsiedzi, kobieta planuje zamieszkać w rodzinnym domu na stałe, choć na razie nie chce zdradzać swoich planów na przyszłość.
Sprawa ta rzuca światło na szerszy problem prawny dotyczący podważania testamentów przez współmałżonków. Eksperci, z którymi rozmawiała nasza redakcja, zwracają uwagę na rosnącą liczbę tego typu spraw w polskich sądach. Jednocześnie podkreślają, że testament notarialny, poparty opinią lekarską i nagraniem wideo, stanowi niemal nie do przebicia tarczę dla potencjalnych roszczeń.
Sędzia Andrzejewska w ustnym uzasadnieniu wyroku zwróciła uwagę na fakt, że Tadeusz Kowalczyk wykazał się niezwykłą przezornością, przygotowując tak kompletną dokumentację. Zaznaczyła również, że nagranie wideo z czynności notarialnych, choć nie jest standardową praktyką, stanowi dowód o ogromnej mocy, który w sposób niebudzący wątpliwości dokumentuje wolę testatora.
Renata Kowalczyk, mimo wygranej, nie okazywała euforii. W rozmowie z naszą dziennikarką podkreśliła, że najważniejsze jest dla niej to, że udało jej się spełnić wolę ojca. Powiedziała również, że przez cały czas czuła jego obecność i wsparcie, a brązowa teczka, którą jej przekazał na krótko przed śmiercią, była dla niej swoistym testamentem miłości i zaufania.
Kancelaria notarialna Henryka Wiśniewskiego, która sporządzała testament, wydała oświadczenie, w którym potwierdza prawidłowość przeprowadzonej czynności. Mecenas Wiśniewski, który w sprawie występował jako świadek, podkreślił, że Tadeusz Kowalczyk był jednym z najbardziej zorganizowanych i świadomych swoich decyzji klientów, jakich spotkał w swojej wieloletniej praktyce.
Bożena Kowalczyk, która po ślubie zmieniła wystrój domu, usuwając pamiątki po pierwszej żonie męża, nie odniosła się do wyroku. Jak ustaliła nasza redakcja, kobieta wyprowadziła się z domu przy ulicy Wierzbowej jeszcze w tym samym tygodniu. Sąsiedzi twierdzą, że widzieli, jak pakowała swoje rzeczy do samochodu w pośpiechu, unikając kontaktu wzrokowego z przechodniami.
Klaudia Marchewka, córka Bożeny, która podczas ceremonii pogrzebowej robiła zdjęcia telefonem, nie skomentowała sprawy publicznie. W mediach społecznościowych opublikowała jednak wpis, w którym zasugerowała, że polski system prawny faworyzuje dzieci z pierwszych małżeństw kosztem drugich żon. Wpis został szybko usunięty po fali krytycznych komentarzy internautów.
Sprawa wzbudziła ogromne zainteresowanie lokalnej społeczności Nowego Sącza. Mieszkańcy miasta, którzy znali rodzinę Kowalczyków, w rozmowach z naszą reporterką podkreślają, że Tadeusz był człowiekiem uczciwym i pracowitym, a jego decyzja o zapisaniu domu córce nie zaskoczyła nikogo, kto znał historię tej rodziny. Wielu z nich wyraża również uznanie dla odwagi i determinacji młodej kobiety.
Renata Kowalczyk, która przez ostatnie miesiące mieszkała w dawnym pokoju swojego dzieciństwa, przekształconym przez macochę na pracownię, planuje przywrócić domowi dawny charakter. Jak zdradziła w rozmowie z naszą redakcją, chce odnowić dębowe meble, które jej ojciec pielęgnował olejem lnianym, i przywrócić zielone zasłony w salonie, które pamięta z dzieciństwa.
Eksperci prawni, z którymi rozmawialiśmy, zwracają uwagę, że wyrok sądu w Nowym Sączu może stać się precedensem dla podobnych spraw w całej Polsce. Podkreślają, że coraz więcej osób decyduje się na zabezpieczenie swojej ostatniej woli za pomocą nagrań wideo, co znacząco utrudnia podważanie testamentów przez niezadowolonych członków rodziny.
Mecenas Wiśniewski, który sporządzał testament Tadeusza Kowalczyka, w rozmowie z naszą redakcją zdradził, że zmarły przez wiele miesięcy przygotowywał się do tej czynności. Zbierał dokumentację medyczną, konsultował się z neurologami i prosił o opinię prawną dotyczącą zabezpieczenia swojej woli. Jego determinacja i przezorność, jak podkreśla notariusz, były wprost proporcjonalne do jego miłości do córki.
Renata Kowalczyk, która po wygranej sprawie wróciła do domu przy ulicy Wierzbowej, otworzyła drzwi własnym kluczem, który ojciec dał jej w dniu jej wyjazdu do Wrocławia. Jak sama przyznała, ten gest miał dla niej ogromne znaczenie symboliczne. Klucz, który przez lata nosiła w portfelu, stał się dla niej symbolem przynależności i prawa do tego, co zawsze było jej domem.
Historia rodziny Kowalczyków to opowieść o miłości, pamięci i sprawiedliwości. To także przestroga dla tych, którzy liczą na to, że brak wiedzy i doświadczenia drugiej strony ułatwi im osiągnięcie nieuczciwych celów. Jak pokazuje ta sprawa, prawda, poparta solidnymi dowodami, potrafi obronić się sama, nawet wtedy, gdy po drugiej stronie stoi potężna kancelaria prawna.


