Przyszedł z uśmiechem, którego nie polubiłem od razu, ale dla Miriam udawałem, że wszystko gra. Trzy miesiące temu się poznali, a już siedział przy moim stole, chwalił mieszkanie i patrzył na mnie…

Przyszedł z uśmiechem, którego nie polubiłem od razu, ale dla Miriam udawałem, że wszystko gra. Trzy miesiące temu się poznali, a już siedział przy moim stole, chwalił mieszkanie i patrzył na mnie...

Przyszedł z tym uśmiechem, którego nie polubiłem od razu. Nie dlatego, że z natury jestem nieufny. Po 36 latach pracy jako inżynier budowlany człowiek uczy się oceniać fundamenty, zanim zacznie na nich budować. A fundament tego faceta był od początku zgniły.

Thumbnail

Miriam poznała go trzy miesiące wcześniej. Trzy miesiące i już przyprowadziła go na niedzielny obiad, pierwszy taki rodzinny od śmierci Hanny Lore dwa lata temu. Był październikowy wieczór, padało. Upiekłem pieczeń według jej przepisu, bo Miriam o to prosiła.

Stół nakryty, świece zapalone, a ja postanowiłem być otwarty. Dla mojej córki. Nazywał się Bastian. Bastian Wulf.

Po trzydziestce, jak się przedstawił, doradca biznesowy. Uścisk dłoni za mocny, o sekundę za długi. Miał koszulę, która kosztowała więcej niż mój pierwszy garnitur. Rozglądał się po moim mieszkaniu jak ktoś, kto już myśli, co by tu przestawił.

Miriam promieniała. Ma 32 lata, jest mądra, skończyła studia z wyróżnieniem, od 7 lat pracuje w tej samej firmie. To nie jest naiwna dziewczyna. To właśnie utrudniało mi powiedzenie tego, co myślę.

Usiedliśmy. Nalałem wina. Bastian chwalił mieszkanie, lokalizację, widok na park. To nie była taka pochwała, jaką ludzie wygłaszają, gdy czują się dobrze.

To była pochwała kogoś, kto coś ocenia. Miriam opowiadała, jak się poznali – na konferencji we Frankfurcie. Słuchał z tym uśmiechem, który nigdy nie docierał do oczu. Obiad przebiegał spokojnie.

Zadawałem pytania, jak to robią ojcowie: skąd pochodzi, czym się dokładnie zajmuje, czy ma rodzinę w pobliżu. Odpowiedzi były gładkie, przyjemne, nic nie wnoszące. Pochodził z Hanoweru. Rodzice na emeryturze, siostra gdzieś w Szwajcarii.

Samodzielny, własna firma doradcza, klienci z sektora średnich przedsiębiorstw. Przy deserze – upiekłem szarlotkę, też według przepisu Hanny Lore – Bastian odchylił się i rzucił z nonszalancją człowieka komentującego rachunek w restauracji:

– Chciałem zresztą poruszyć temat mieszkania. Miriam i ja myślimy o zakupie. W Monachium rynek jest teraz trudny.

Ale obejrzeliśmy piękne mieszkanie w Schwabing. 120 metrów. Bardzo dobry układ. Poczekałem.

Coś w jego postawie mówiło mi, że jeszcze nie skończył. – Cena zakupu to 950 000 euro – powiedział. – Pomyśleliśmy, że skoro w końcu to będzie też dom Miriam, sensowny byłby udział rodziny. Zapadła cisza.

Powoli. – Myśleliśmy o 300 000 jako udziale kapitałowym.