Siedzieliśmy przy kolacji w Chorwacji, kiedy Karolina rzuciła na stół kopertę. „To dla was, na nowe życie” – powiedziała z tym swoim pustym uśmiechem. Wzięliśmy, bo myślałem, że to coś miłego. Ale…

Siedzieliśmy przy kolacji w Chorwacji, kiedy Karolina rzuciła na stół kopertę. „To dla was, na nowe życie” – powiedziała z tym swoim pustym uśmiechem. Wzięliśmy, bo myślałem, że to coś miłego. Ale...

Nie należę do ludzi, którzy się narzucają, ale skoro zaprosił, zgodziłem się. Polecieliśmy z Warszawy do Splitu. Karolina od początku była konkretna, zorganizowana aż do przesady. Odwróciła się do nas, uśmiechnęła się lekko, takim uprzejmym, pustym uśmiechem.

Thumbnail

Pochyliłem się do niej. Do tego drobiazgi, które już wcześniej opłaciłem, żeby było miło. Lampki na tarasie zapaliły się same. Do nas nikt nie podszedł.

Jutro rano jedziemy do starego miasta, mówiła Karolina. Weszliśmy do środka. Do tego wszystko, co jeszcze planowałem pokryć dla świętego spokoju. Do zobaczenia.

Odwróciłem się do niej. Czyli przestaniemy być dodatkiem do ich życia. Nie jesteśmy dodatkiem do ich życia. Tylko do tej pory udawaliśmy, że nie.

Zeszliśmy do kuchni. Pojechaliśmy do miasta. Podszedłem do stołu, wziąłem kluczyki od samochodu. Nie rozpakowaliśmy się do końca, więc poszło szybko.

Wrzuciłem walizki do bagażnika. Napięcie, nie do powiedzenia. Po kilkunastu minutach wróciliśmy do samochodu i ruszyliśmy dalej. Droga prowadziła nas do mniejszego miasteczka, które kiedyś ktoś mi polecił.

Podszedłem do niej, stanąłem obok. Po chwili wróciłem do środka, usiadłem na łóżku i znów wziąłem telefon do ręki. Potem numer do właściciela willi. Elżbieta weszła do środka i odłożyłem telefon na stolik.

Dopiero kiedy wróciliśmy do pokoju, telefon znów wziąłem do ręki. Do wczoraj. Słyszę, że Karolina ma coś do powiedzenia. Wieczorem zeszliśmy do małej restauracji przy samym brzegu.

Kelner zaprowadził nas do stolika przy oknie. Sięgnąłem po telefon, zadzwonię do Danuty. Nie do końca. Elżbieta patrzyła na mnie uważnie i schowałem telefon do kieszeni.

Powrót do Polski był cichy. Droga do domu minęła szybko. Ten sam ogród, ta sama furtka, te same schody prowadzące do drzwi. Rozpakuj się spokojnie, powiedziałem do Elżbiety.

Rozłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni. Kiedy wróciłem do środka, Elżbieta już rozkładała rzeczy w sypialni. Tylko usiadłem przy stole w kuchni, wziąłem laptopa i zalogowałem się do banku. Elżbieta weszła do kuchni z kubkiem herbaty.

W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Wpuściłem go do środka, zaprowadziłem do drzwi wejściowych. Wziąłem go do ręki. Odprowadziłem go do drzwi.

Wróciłem do kuchni. Spokojnie podszedłem do drzwi. Tomek zrobił krok do przodu, próbując wsunąć nogę między drzwi. Wróciłem do salonu.

Słońce wpadało do środka, było jasno, spokojnie. Do zobaczenia w przyszłą niedzielę. Patrzyłem jak odchodzi do swojego samochodu.

Wróciłem do domu, zamknąłem drzwi i oparłem się na chwilę o ścianę.