„Beata, ja nie kłamałem, co do moich uczuć” – usłyszałam, stojąc w progu sali widzeń w warszawskim areszcie, ściskając w dłoni kartkę, którą przed chwilą mi podał. Jeszcze rano sądziłam, że to…

„Beata, ja nie kłamałem, co do moich uczuć” – usłyszałam, stojąc w progu sali widzeń w warszawskim areszcie, ściskając w dłoni kartkę, którą przed chwilą mi podał. Jeszcze rano sądziłam, że to...

Warszawa witała wiosnę nieśmiało. Chłodne powietrze kwietnia wciąż przypominało, że zima nie powiedziała ostatniego słowa, ale promienie słońca przebijające się przez chmury dawały nadzieję na cieplejsze dni. W tej atmosferze przejścia między porami roku dwudziestoośmioletnia Beata Kowalewicz pędziła przez zatłoczone ulice Śródmieścia, ściskając w dłoni kawę na wynos, która ogrzewała jej zmarznięte palce. Pracowała jako księgowa w małej firmie rachunkowej przy ulicy Marszałkowskiej.

Thumbnail

Jej życie toczyło się według rutyny, którą sama sobie narzuciła po rozstaniu z byłym chłopakiem dwa lata temu. Praca, spotkania z przyjaciółkami w weekendy, czasem wizyta u rodziców w Łodzi, skąd pochodziła. Nie narzekała, ale gdzieś w głębi duszy czuła, że czegoś jej brakuje. Beato, masz chwilę?

zapytała Magda, jej najbliższa koleżanka z pracy, zaglądając do biura w poniedziałkowy poranek. Magda, w przeciwieństwie do skromnej Beaty, była duszą towarzystwa. Zawsze gotowa na przygodę. Oczywiście, co się dzieje?

Beata oderwała wzrok od ekranu komputera, na którym analizowała zestawienia finansowe dla klienta. Magda usiadła na brzegu biurka z tajemniczym uśmiechem. Słuchaj, mam dla ciebie propozycję. Jest ktoś, kogo musisz poznać.

Kolega mojego chłopaka. Niezły ten Adrian. Prowadzi własną firmę, ma głowę na karku i chyba jest mu już trochę smutno samemu. Beata początkowo chciała odmówić.

Nie lubiła randek w ciemno. Ale w głosie Magdy było coś, co nie dawało jej spokoju. W końcu przystała, tłumacząc sobie, że to tylko kawa, może kolacja, nic więcej. Adrian pisał do ciebie po kolacji Mówiąc to, Magda uśmiechnęła się szeroko, a Beacie zrobiło się gorąco.

Pomyślała o tych wszystkich samotnych wieczorach, o spotkaniach z przyjaciółkami, podczas których czuła się coraz bardziej obco. Może nadszedł czas na coś nowego. Była sobota, gdy Magda podała jej adres modnej restauracji. Beata spędziła dwie godziny przed lustrem, przymierzając kolejne ubrania.

W końcu wybrała prostą, elegancką sukienkę, która podkreślała jej figurę, i postawiła na delikatny makijaż. Zawahała się przed wyjściem, rozważając wysłanie Magdzie wymówki. Ale coś kazało jej zostać. W końcu wzięła głęboki oddech, chwyciła torebkę i wyszła z domu.

W restauracji przywitała ją Magda z entuzjazmem, prowadząc do stołu, przy którym siedziało już kilka osób. Przywitała się z nimi grzecznie, po czym jej wzrok spoczął na mężczyźnie po przeciwnej stronie. Był wysoki, szczupły, o ciemnych włosach zaczesanych do tyłu i intensywnych niebieskich oczach. To musiał być Adrian.

Magda szeptem potwierdziła jej przypuszczenia, a Beacie nagle zrobiło się sucho w gardle. Adrian powstał o, ujął jej dłoń i uścisnął ją. Miło mi w końcu cię poznać, Beato. Beata była przekonana, że ma powiedzieć coś mądrego, ale zamiast tego powiedziała cicho: Nawzajem.

I właśnie wtedy, przy tym niezręcznym powitaniu, coś między nimi zaiskrzyło. Kolacja minęła w przyjemnej atmosferze. […] Adrian był elokwentny, dowcipny i co zaskoczyło Beatę najbardziej wydawał się szczerze zainteresowany tym, co miała do powiedzenia. Opowiadał o swojej pracy, o drobnych przygodach z podróży, a gdy padło pytanie o jej zawód, ona z pewnym zakłopotaniem przyznała, że jest księgową.

Większość ludzi nie użyłaby słowa fascynujące, żeby opisać moją pracę, powiedziała, spuszczając wzrok. Zdążyłaś już wspomnieć o sali wykładowej, powiedział z uśmiechem, patrząc jej prosto w oczy. A ja myślę, że w każdym zawodzie jest coś, co może zaskoczyć. Chyba tylko trzeba znaleźć osobę, która to doceni.

Adrian miał dar do wymyślania wyjątkowych gestów, które sprawiały, że Beata czuła się wyjątkowa. Gdy zaczynało się ściemniać, a reszta towarzystwa zaczęła się zbierać, Adrian szepnął jej do ucha, by chwilę zostać. Kiedy wyszli przed restaurację, on poprowadził ją do swojej ulubionej kawiarni, miejsca położonego nieco na uboczu, gdzie w kącie palił się kominek. Kelner przywitał go jak starego znajomego i zaprowadził ich do stolika w rogu sali.

Porozmawiajmy czym ty naprawdę żyjesz, powiedział Adrian, przechylając głowę. Uwielbiam słuchać ludzi, którzy wkładają serce w to, co robią. Beata opowiedziała mu o swojej miłości do książek, o wieczorach spędzonych nad kawą, o marzeniach, których do tej pory nikomu nie wyjawiła. Później, gdy odwoził ją taksówką, zatrzymali się przed jej blokiem.

Zanim zdążyła wysiąść, on wziął jej dłoń, delikatnie pocałował w policzek i powiedział: Do zobaczenia, Beata. Ona skinęła głową, wsiadła do samochodu i dopiero w domu, w zaciszu swojego mieszkania, uświadomiła sobie, że całą drogę do domu uśmiechała się do siebie. Kolejne dni upłynęły jej na myślach o nim. Adrian dzwonił codziennie, zapraszał na najlepsze kolacje w Warszawie, wysyłał kwiaty do biura, ku zazdrości koleżanek.

Beata czuła, że to początek czegoś pięknego. Po kilku tygodniach znajomości Adrian powiedział jej wprost, że nigdy nie czuł tego, co czuje do niej. To wszystko dzieje się szybko, przyznał, trzymając jej dłonie w swoich. Ale wiem, że to jest prawdziwe.

Beata uśmiechnęła się, czując łzy szczęścia napływające jej do oczu. Ja też to czuję. Kiedy wracali do miasta, trzymając się za ręce, Beata czuła się najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Nie wiedziała jeszcze, że los szykuje dla niej niespodziankę, która wystawi jej uczucie do Adriana na najcięższą próbę.

Zaczęło się niewinnie. Zauważyła, że Adrian niechętnie opowiada o swojej pracy. Wiadomości, które wysyłał, bywały tajemnicze, a on sam zbywał jej pytania ogólnikami. Myślała, że to tylko jej wyobraźnia.

Postanowiła porozmawiać z Magdą. Magda wzruszyła ramionami. Chłopaki czasem tak mają, powiedziała. Ale Beata miała już w głowie myśl, która nie dawała jej spokoju: Adrian nigdy nie zaprosił jej do swojego mieszkania.

Gdy o to pytała, twierdził, że trwa remont. Wieczory spędzał w jej bloku, ale nigdy nie pozwalał jej zostać na dłużej. Próbowała to zrozumieć, ale dlaczego im wszystko musi komplikować ta jego tajemniczość? Pewnego popołudnia Adrian zaprosił ją na spacer do królewskich ogrodów.

Szli powoli, a on milczał. Gdy zapytała o swoją pracę, o to, co robi, odpowiedział zdawkowo. Hmm, jestem zajęty. Nie ma wiele do opowiadania.

To było nienaturalne. Beata widziała w jego oczach, że coś przed nią ukrywa. W końcu zapytała wprost: Dlaczego nie chcesz, żebym cokolwiek o tobie wiedziała? Chciała, by zabrzmiało to lekko, ale zamiast tego zabrzmiała w tym rana.

Otoczyła się ramionami, czekając na jego odpowiedź. Adrian westchnął, zatrzymał się i wziął ją za rękę. Jest kilka rzeczy, o których ci nie powiedziałem. Ale proszę, nie pytaj mnie.

Kiedyś ci wyjaśnię, obiecuję. Te słowa zamiast uspokoić Beatę, tylko zwiększyły jej niepokój. W jej głowie pojawiła się myśl, że być może Adrian nie czuje tego, co mówi. Może spotyka się z nią dla rozrywki.

Może ma żonę. Może ukrywa coś znacznie gorszego. W nocy nie mogła spać. Zaczęła szukać informacji o Adrianie.

W Internecie było niewiele. Strona jego firmy wyglądała profesjonalnie, ale właściciel był niewidoczny. Nie mogła znaleźć ani jednego zdjęcia z nim w roli głównej. Beata czuła, jak narasta w niej frustracja.

Być może takie jest życie z tajemniczym mężczyzną, pomyślała gorzko. Wizyta u fryzjera, drobne zakupy, wizyta u rodziców, którzy przyjechali do Warszawy na weekend. Tak minął jej sobotni ranek. Kiedy wróciła do domu z tacą pełną zakupów, zobaczyła wciśnięty w drzwi kawałek papieru.

Nadawcą była jakaś kancelaria prawnicza, a w treści widniało imię i nazwisko Adriana. Beata poczuła, jak coś ściska ją w żołądku. Zadzwoniła do niego, ale telefon był wyłączony. Zaskoczona, przyspieszyła kroku, kierując się do najbliższej kawiarni.

To nie pasowało do mężczyzny, którego znała, do jego opowieści o naprawianiu błędów przeszłości. Postanowiła zadzwonić do tego, co wiedziała: do jego biura. Sekretarka, niepewnym tonem, poinformowała ją, że prezesa nie ma. Gdy zapytała o możliwość skontaktowania się, usłyszała w odpowiedzi tylko: Jest naprawdę niedostępny.

Później, już roztrzęsiona, próbowała uzyskać informacje pod innym numerem, ale za każdym razem spotykała się z odmową. Zdesperowana postanowiła pojechać pod jego biuro. Gdy wchodziła do holu, natknęła się na młodego mężczyznę, którego widziała wcześniej w otoczeniu Adriana. Gdyby nie widziała go wcześniej, nie zwróciłaby na niego uwagi.

On jednak, widząc ją, spuścił wzrok i przyspieszył kroku. Beata zawołała za nim: Przepraszam! Czy zna pan Adriana? Mężczyzna zesztywniał, ale nie zatrzymał się.

Nie wiem, o czym pani mówi, rzucił przez ramię. Gdy znalazła się przed jego biurem, uchylił jej drzwi młody mężczyzna w garniturze. Przepraszam, szef jest niedostępny. Tu jest jego wymagające wyjaśnień nazwisko.

Dopiero teraz rozpoznał, że coś jest nie tak. Beata z trudem powstrzymywała łzy. Jestem jego dziewczyną, powiedziała stanowczo. Proszę mu powiedzieć, że Beata przyszła.

W progu pojawiła się starsza kobieta, sekretarka. Pani Beata, westchnęła, pan Adrian wyjechał. Wyjechał dokąd? Nie mamy informacji.

Proszę przyjść jutro. Beata wyszła z budynku, czując się, jakby ktoś wyrwał jej ziemię spod nóg. Coś było nie tak. Zbyt wiele rzeczy jej nie pasowało.

Powrót do domu niczego nie zmienił. Godzinę przesiedziała na kanapie, trzymając w dłoni telefon, gdzie w myślach układała dialogi. Był początek tygodnia, gdy zadzwonił telefon. To była Magda, zdenerwowana.

Beata, mam złe wieści, powiedziała drżącym głosem. Adrian jest w areszcie. Wiadomość była jak cios. Beacie zaschło w ustach, ścisnęło się gardło.

Co to znaczy, w areszcie? Został zatrzymany. Prokuratura postawiła mu zarzuty dotyczące oszustw finansowych. Beata sięgnęła po szklankę wody, choć ręce drżały jej tak, że woda wylała się na stół.

Oszustwa? To nie może być prawda. Magda westchnęła: Podobno od dawna prowadzili wobec niego postępowanie. Beata czuła, że zaraz się przewróci.

Chciała go zobaczyć, porozmawiać, wytłumaczyć mu, że to pomyłka. Ale nie dostała zgody na widzenie. Kolejne dni wlokły się jak w błocie. Adrian był w areszcie, nie odbierał telefonów.

Beata zaczęła mieć natrętne myśli: poznała go cztery miesiące temu. Co o nim tak naprawdę wiedziała? Wiedziała, że ma firmę, że jest ambitny, że ma ciemne włosy i że za dużo kombinuje. I nagle jej myśli nabrały nowego znaczenia.

Podejrzenie przeszło przez nią jak zimne prądy. Może jego niechęć do mówienia o sobie nie brała się z nieśmiałości, tylko z winy. Może mieszkanie, do którego nigdy jej nie zaprosił, było fasadą, a cała opowieść o remoncie to kłamstwo. Może bywał u niej, bo na zewnątrz czuł się bezpieczniej, z dala od własnych sekretów.

Siedziała tak długie godziny, a w jej głowie powstawał scenariusz, w którym Adrian był kimś zupełnie innym niż ten, za kogo się podawał. Po tygodniu, gdy Beata zaczynała już tracić nadzieję, zadzwonił telefon. Dzwonił z aresztu śledczego w Warszawie. Głos miał zmęczony, szorstki.

Musimy porozmawiać. Beata przeszło przez nią zimno. Dlaczego mam ci wierzyć? Bo ja nie kłamałem, powiedział.

Beata zaśmiała się gorzko, bez cienia wesołości. Nie kłamałeś? Czy to nie ty twierdziłeś, że jesteś zwykłym przedsiębiorcą? Że twoja firma to dla ciebie wszystko?

A tymczasem podobno oszukiwałeś ludzi w biznesie. Usłyszała, że bierze głęboki wdech. Musicie przyjść. Oddam ci coś.

Coś ważnego. Przyjdziesz? Beata milczała. W jej głowie kłębiło się sto myśli.

W końcu usłyszał ich dźwięk w słuchawce: Proszę. To ważne. Przyjechała następnego dnia. Był to dziwny budynek z wieloma zabytkowymi drzwiami i ciasnym korytarzem.

Strażnik poprowadził ją do sali widzeń. Na korytarzu mijali innych odwiedzających, kobiety z podpuchniętymi oczami, dzieci trzymające matki za rękę. Beata zacisnęła palce na pasku torebki. Gdy otworzyły się drzwi, zobaczyła Adriana przy stoliku w rogu sali.

Wyglądał okropnie; nieogolony, z podkrążonymi oczami, ale gdy tylko zobaczył ją, na jego twarzy pojawił się cień ulgi. Usiadł, odsunął krzesło, wskazał jej miejsce. Dziękuję, że przyszłaś. Wiedziałem, że przyjdziesz.

Beata stanęła, ale nie usiadła. Mów, po co mnie tu ściągnąłeś. Adrian skinął głową i sięgnął do kieszeni. Wyciągnął złożoną kartkę papieru, która wyglądała na bardzo starą, i przesunął ją w stronę Beaty.

To jest list, który napisałem do prokuratury. Napisałem go dwa dni przed zatrzymaniem. Beata wzięła go do ręki. Nie spuszczała wzroku z kartki, trzeźwo go przeczytała.

To był dokument, w którym Adrian przyznawał się do udziału w nielegalnych operacjach finansowych swojej dawnej firmy, ale wskazywał również konkretnych ludzi, którzy pociągali za sznurki. Napisał, że był tylko środkowym ogniwem, że ktoś inny był mózgiem całego procederu. A ja chcę zacząć od nowa, dodał cicho. I chcę to zrobić z czystym sumieniem.

Beata podniosła wzrok znać papieru. Po co mi to pokazujesz? Bo to jest dla ciebie. […] Po to, byś zrozumiała, że nie jestem tym, za kogo mnie miałaś.

[…] Że moje milczenie nie brało się z tego, że ci nie ufam, ale z tego, że wstydziłem się, kim byłem. Przez ostatnie dwa lata próbowałem wyjść z tego bagna na prostą, i to dzięki tobie – zrozumiałem, że trzeba to zakończyć. […] To ma być dowód, że ci zależało? – spytała z goryczą.

[…] Może. […] Tak, to ma być dowód, że cię kocham. Beata opuściła wzrok na list. Strumień łez napłynął jej do oczu.

Jej świat – ten, który poznała i pokochała – legł w gruzach. Bo wiedziała, że Adrian nie był tym, za kogo się podawał. Miał przeszłość, której się wstydził, ale z drugiej strony – miał też w sobie tę iskrę, która sprawiła, że go pokochała. I właśnie ta miłość kazała jej wątpić: czy jego wyznanie to akt desperacji, czy szczerości?

Podniosła wzrok. Ale dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej? Bo bałem się, że odejdziesz. I może nie myliłem się, skoro tyle obmyśliłaś sobie w głowie.

Beata wstała, trzymając list w dłoniach. Muszę przemyśleć to wszystko, powiedziała. Odwróciła się, by wyjść, gdy za sobą usłyszała jego słowa: Beata, ja nie kłamałem, co do moich uczuć. Wierzę ci, powiedziała cicho, ale już nie odwracając się do niego.

Wyszła z budynku, a w jej kieszeni spoczywała kartka. Zanim wsiadła do taksówki, rzuciła okiem na wystające zza jej palców litery: „Oddaję siebie w ręce sprawiedliwości, z nadzieją, że wybaczy mi te przewinienia, które naprawić pragnę…” Beata westchnęła. Wiedziała, że jedno zdanie może zaważyć na reszcie jej życia. Wiedziała też, że to, co najważniejsze, nie zależy od papieru, ale od czegoś, czego nie da się zapisać.

Od miłości, która albo przetrwa wszystko, albo nie przetrwa niczego. Wracała do mieszkania, a w jej głowie powracały ostatnie tygodnie. Ich pierwsza kolacja, jego uśmiech, kiedy mówił o jej oczach, ciepło jego dłoni, gdy trzymał ją za rękę. Był wobec niej szczery.

Wiedziała, że jego największą obawą było wyznanie prawdy, bo mógł zniszczyć to, co właśnie zaczynało ich łączyć. I to właśnie ta szczerość, mimo bólu i zamętu w jej sercu, stała się dla niej najcenniejsza. Bo jeśli naprawdę ją kocha, to jego kolejny ruch nie będzie podyktowany strachem albo desperacją, lecz miłością. I dlatego właśnie tego wieczoru, nie mówiąc zresztą o tym nikomu, Beata zrobiła rzecz, której nigdy by się po sobie nie spodziewała: wzięła kartkę papieru, długopis i napisała list do prokuratora.

W skrócie poinformowała, że w sprawie Adriana znane są jej fakty, które mogą mieć znaczenie dla postępowania, i zobowiązała się do pełnej współpracy. Podpisała się czytelnie i wsunęła list do koperty. Przez kolejne tygodnie jej życie wróciło do pozornej normalności. Chodziła do pracy, spotykała się z Magdą, ale wszędzie towarzyszyła jej myśl o Adrianie, który wciąż przebywał w areszcie.

Magda, starając się ją wspierać, próbowała ukryć swoje własne obawy, że może być niegrzecznie rozczarowana. Beata jednak wiedziała, co robić. Owszem, potrzebowała czasu, by zrozumieć świat Adriana, ale wiedziała, że nie jest mu w stanie dać zwykłego „kocham cię”. To, co działo się między nimi, było zbyt głębokie, by mogło się zakończyć w izbie więziennej.

Nadeszła wiadomość, na którą czekała. W piątkowy wieczór jej telefon zadzwonił. Spojrzała na nieznany numer, a po chwili odebrała. Pani Beato?

Głos po drugiej stronie był młody, oficjalny. Tu mecenas Wawrzyniak. Chciałbym się spotkać. To w sprawie pana Adriana.

Spotkali się w kawiarni. Mężczyzna po trzydziestce, ubrany w ciemny garnitur, podał jej kopertę. Prokuratura umorzyła postępowanie w zakresie, w jakim dotyczyło to pana Adriana. Beacie zamarło serce.

To znaczy… że jest wolny? Mechanicznie skinął głową. Wyjdzie na wolność w przyszłym tygodniu. Wyraził skruchę, dobrowolnie poddał się karze.

Dostał wyrok roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Beata wpatrywała się w niego, próbując ogarnąć umysłem to, co usłyszała. Dostał wyrok w zawieszeniu. Znaczy, że może wrócić do domu.

Tak. Z tego, co wiem, pani list odegrał w tym niemałą rolę. Beata wzięła do ręki kopertę. To nie ja napisałam ten list, tylko on.

To on zadecydował o swojej przyszłości. Gdy wracała do domu, czuła dziwną mieszankę ulgi i lęku. Minął tydzień, zanim odważyła się podjąć decyzję. Stało się.

Stała pod budynkiem aresztu, a oni wyszli z bramy. Wyglądał na zmęczonego, ale kiedy zobaczył Beatę, zatrzymał się. W jego oczach zobaczyła błysk nadziei, ale i niepewności. Stała kilka metrów od niego.

Czekałem, aż znikniesz, powiedział cicho, gdy podeszli do siebie. A ja czekałam na to, żebyś wyszedł o własnych siłach, odpowiedziała, patrząc mu prosto w oczy. To ty, nauczyłaś mnie, że honor i miłość nie muszą iść w parze z pieniędzmi. I że jest coś ważniejszego niż to, co myślą o mnie ludzie.

Adrian podszedł bliżej, ale nie odważył się jej dotknąć. Boję się, że to wszystko to tylko sen. Wziąłem na siebie odpowiedzialność, bo wiedziałem, że jeśli mam zacząć od nowa, to muszę zacząć z czystym sumieniem. I to jest jedyna rzecz, którą mogę ci ofiarować.

Beata przestąpiła z nogi na nogę, zaplotła ramiona. Ofiarować? Gdybym chciała od ciebie jedynie czystego sumienia, poszłabym do spowiedzi, nie czekałabym tutaj na ciebie. W jej głosie nie było złości, tylko zmęczenie.

A na co więc czekałaś? – zapytał, spoglądając jej w oczy. Beata zaczerpnęła głęboki oddech, po czym zrobiła krok w jego stronę. Na ciebie, powiedziała, i to był koniec ich niepewności, bo jej dłonie opadły, a twarz przysunęła się do niego, wtulając w jego klatkę piersiową.

Tylko na ciebie. Adrian zamarł, po czym opuścił ręce i przytulił ją tak mocno, jakby bał się, że za chwilę zniknie. Dziękuję, że nie zrezygnowałaś. Nie mam w sobie takiej wiary.

Więc się jej naucz. Jeśli zawalę, wrócę do ciebie, jeśli uratuję siebie, zostanę, szepnął w jej włosy. Beata uśmiechnęła się przez łzy. Masz czas, żeby się tego nauczyć.

Ja nigdzie się nie wybieram. Słuchaj, wiem, że to będzie trudne. Ja mam swoją przeszłość, ty masz swoją. I oboje potrzebujemy dużo czasu, żeby odbudować zaufanie.

Gotowałeś się na to? Tak, odpowiedziała twardo. Adrian wziął ją za rękę, a oni stali tak w milczeniu, wpatrzeni w zachodzące słońce nad Warszawą. W oddali hukały samochody, a życie wokół nich toczyło się dalej.

Popatrzyła na niego, na jego zarysowaną policzkami twarz. Powiedziałeś, że chcesz zaczynać od nowa. To zacznijmy od nowa, powiedziała cicho. Od tego, czy zaprosisz mnie na kawę.

Chyba że się boisz, że cię obronię przed nadgorliwą kelnerką. Adrian roześmiał się, a w jego oczach pojawiła się dawno niewidziana iskra. Boję się tylko tego, że ugotuję ci ją lepiej niż gdziekolwiek indziej. Takie tam ryzyko.

Ruszyli w stronę miasta, a dłonie splotły im się naturalnie. Beata spojrzała za siebie jeszcze raz. W jasnym, przejrzystym powietrzu widać było za nimi budynek aresztu. Prawie niedostrzegalnie zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, świat było widać jakby w jaśniejszych barwach.

Może czasem trzeba stracić wszystko, by zrozumieć, co naprawdę się liczy. Może niektórzy ludzie wchodzą do naszego życia tylko po to, by uświadomić nam, że jesteśmy zdolni do miłości, która jest w stanie przetrwać nawet największe rozczarowania. A Adrian i Beata po prostu poszli przed siebie, w stronę zupełnie nowego początku.