Mówili, że w Nikiszowcu zmarli nie odchodzą. Moja córka miała umrzeć cztery lata temu — porwali ją, nigdy nie oddali ciała. Dziś, w Dzień Zaduszny, mój syn stanął obok ołtarzyka i rzucił niedbale…
Ludzie mówią, że w tym mieście zmarli nigdy naprawdę nie odchodzą. Tańczą w dymie kadzidła i żyją w historiach, które starzy szepczą przy kieliszku wódki. Ale dla mnie przez ostatnie cztery lata śmierć była absolutną ciszą. Dziś jest pierwszy listopada. Stoję przed ołtarzykiem w wielkim salonie rezydencji Orłowskich. Ten dom na wzgórzach Nikiszowca kiedyś był … Read more