Wstałem, odstawiłem kubek do zlewu i podszedłem do drzwi. Tomek przytulił się mocniej do mojej nogi. Poranek był podobny do pierwszego, ale ja już nie byłem ten sam. Budzenie się, przygotowywanie śniadań, zabieranie ich do szkoły, sprawdzanie zadań domowych, układanie do snu – to stało się moją codziennością.

Szeptałem do siebie: mogłeś oddać je do ośrodka, do systemu, ale nie oddałeś. To było pierwsze odniesienie do Anny od lat. Gdy wyszli do szkoły, zostałem sam w domu. Poszedłem do szafy i wyjąłem kopertę, którą schowałem dawno temu.
W środku był list, który Anna napisała przed ucieczką. Wstałem i podszedłem do okna, ale szybko odwróciłem wzrok. Zamiast tego zadzwoniłem do pani Górskiej, bo wiedziałem, że potrzebuję pomocy. – Wysoki sądzie, to przyznanie się do winy – powiedział prokurator Rudzki, gdy weszliśmy do sali sądowej.
Sędzia Lewandowska spojrzała na mnie. Ubrana w czarny kostium, który krzyczał profesjonalizm, ale jej oczy były te same, pełne strachu i winy. Jakub nachylił się do mnie i szepnął, żebym był spokojny. W przeciwieństwie do Rudzkiego nie był teatralny, tylko rzeczowy.
Przesłuchania trwały. Pani Górska zeznała, że dzieci nie chcą wracać do matki, że Tomek drży na sam jej widok. Klara wróciła do rysowania, ale teraz włączała do obrazków matkę – zawsze gdzieś z boku, z pustymi oczami. Sędzia pytała, czy mam pytania do świadka.
Milczałem, bo co miałem powiedzieć? Że Anna zostawiła dzieci, bo nie potrafiła się nimi opiekować? Że ja musiałem wybierać między systemem a nimi? – Czy obrona ma pytania do świadka?
– zapytała sędzia. Rudzki wstał i podszedł do Michała, mojego brata. Michał zeznawał, że Anna nie radziła sobie z dziećmi, że bała się, że system je odbierze, i dlatego uciekła. Ale Rudzki tylko się uśmiechnął i powiedział:
– To wygodna historia, prawda?
Ale dzieci nie potwierdzają tej wersji. Przerwa trwała 20 minut. Gdy wróciliśmy do sali, sędzia pochyliła się do przodu i powiedziała, że sąd ma obowiązek dążyć do prawdy, nawet jeśli ta prawda jest niewygodna. Anna weszła do sali.
Była ubrana inaczej niż dawniej, ale jej oczy były te same. Same kłamstwa. – Zosiu – wyszeptałem do ciemności, gdy wróciłem do domu. Klara spała, ale Tomek siedział przy stole i rysował.
Pani Górska zadzwoniła wieczorem i powiedziała, że dzieci nie chcą wracać do matki, że boją się, że znów je zostawi. Czwartego dnia usiadłem przy stole kuchennym i napisałem list nie do Anny, ale do sądu. List, w którym wyjaśniłem całą sytuację. Opisałem, jak znalazłem dzieci same w domu, jak płakały, jak bały się, że system je zabierze.
Napisałem, że nie mogę pozwolić, żeby system odebrał mi wnuki, żeby trafiły do obcych ludzi, do instytucji, które nie znają ich potrzeb. Że te dzieci potrzebują stabilności, bezpieczeństwa, rodziny, która ich kocha. Gdy wsiadł do samochodu, był blady. Pojechałem do Warszawy, a potem do Gdańska.
Michał pojechał ze mną. Rozmowa z Anną była krótka. Powiedziała, że nie chce wracać, że boi się, że jej nie starczy sił. Ale gdy zapytałem ją wprost, czy chce odzyskać dzieci, milczała.
– One nie potrzebują matki teraz – powiedziała cicho. Wróciłem do domu. Tomek przytulił się do mnie, a ja poczułem łzy napływające do oczu. One były tam.
One widzą prawdę. I teraz muszą żyć z tą pamięcią. Ale one pamiętają, że ja zawsze byłem przy nich. I to wystarczyło, żeby walczyć dalej.
Sędzia Lewandowska wyjęła z koperty list, który Anna napisała przed ucieczką. W liście jasno pisała, że zostawia dzieci, bo nie potrafi się nimi opiekować, że nie chce ich. Sędzia spojrzała na Annę i powiedziała:
– Ale one nie chcą pani. One nie znają pani, nie ufają pani, a pani chce je zabrać od jedynej osoby, którą kochają, bo co?
Anna milczała. Rudzki próbował coś mówić, ale sędzia go uciszyła. Wyszedłem z sali z nadzieją, że może tym razem prawda wygra. Klara wróciła do rysowania.
Tomek wciąż siedział przy mnie. Nie wiem, co będzie dalej, ale wiem, że nie przestanę walczyć. One potrzebują kogoś, kto ich nie opuści.
I ja ich nie opuszczę.


